Kimi Antonelli uciszył krytyków i wywalczył drugie z rzędu pole position w Formule 1. Włoski talent Mercedesa zdominował kwalifikacje do Grand Prix Japonii, zostawiając w tyle bardziej doświadczonego George'a Russella. Podczas gdy młody kierowca świętuje sukces, w garażu Red Bulla panują fatalne nastroje po kompromitacji ich lidera.
Max Verstappen sensacyjnie zakończył udział w czasówce już na drugim etapie. Holender nie krył wściekłości przez radio, informując inżynierów, że jego samochód nagle stał się całkowicie niegrywalny. Kierowca narzekał na dziwne podskakiwanie tyłu bolidu przy wysokich prędkościach. Ostatecznie z dziesiątki wypchnął go Arvid Lindblad z Racing Bulls, co oznacza, że mistrz wystartuje do wyścigu z odległej pozycji.
Mercedes dyktuje warunki na Suzuce
Antonelli jako jedyny zszedł poniżej bariery 1 minuty i 29 sekund, wykręcając czas 1:28.778. Russell stracił do niego blisko trzy dziesiąte sekundy, mimo niemal identycznego tempa w pierwszym sektorze. Drugą linię opanowali Oscar Piastri z McLarena oraz Charles Leclerc z Ferrari. Lewis Hamilton, jadący w barwach włoskiej stajni, musiał zadowolić się szóstą lokatą, tracąc do zwycięzcy ponad 0,7 sekundy.
Prawdziwy dramat przeżyli reprezentanci Astona Martina, którzy na domowym torze Hondy zajęli dwa ostatnie miejsca. Ich strata do czołówki wyniosła aż trzy sekundy. Słabo wypadł też Oliver Bearman z Haasa. Choć zajmuje wysokie piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, w Japonii odpadł już w Q1 z osiemnastym czasem. Niedzielny wyścig zapowiada się jako ogromne wyzwanie dla dotychczasowych faworytów.
