Netland MKS Kalisz nie był faworytem wyjazdowego starcia z PGE Wybrzeżem Gdańsk, ale to właśnie goście z Wielkopolski zagrali koncertowo. Po znakomitej pierwszej połowie i popisie skuteczności w drugiej odsłonie pokonali gospodarzy 35:30, prowadząc w pewnym momencie nawet różnicą 12 bramek.
To wynik, który mocno komplikuje plany gdańszczan w walce o miejsce w czołówce Orlen Superligi.
Kaliszanie przejęli kontrolę przed przerwą
Początek meczu był wyrównany. Do 13. minuty żadna z drużyn nie potrafiła wypracować wyraźnej przewagi, a wynik 7:6 dla Wybrzeża zapowiadał emocjonujące widowisko.
Od tego momentu coś jednak w grze gospodarzy się zacięło. Netland MKS zaczął dominować, a kluczową rolę odegrał Piotr Wyszomirski. Bramkarz kaliszan imponował zwłaszcza przy rzutach karnych i napędzał szybkie kontry.
Gdy w 21. minucie trafił Jan Klimków, było już 13:9 dla gości. Końcówka pierwszej połowy należała wyłącznie do zespołu z Kalisza, który zszedł do szatni przy prowadzeniu 20:13.
Totalna dominacja i próba pościgu
Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego trafienia Klimkowa i przewagi ośmiu bramek. Sygnał do ataku próbował dać Oskar Czertowicz, który w krótkim czasie zdobył cztery gole, zmniejszając dystans do 20:25.
Na tym jednak zryw się skończył. Kaliszanom wychodziło niemal wszystko – skuteczna obrona, szybkie przejścia do ataku i bezbłędne rzuty z dystansu. Gdy na kwadrans przed końcem Joel Ribeiro trafił na 33:21, losy meczu były przesądzone.
Choć Wybrzeże w końcówce zmniejszyło straty z 24:34 do 30:34, było już za późno na realny powrót do gry. Ostatnie słowo należało do Ribeiro, który ustalił wynik na 35:30.
Netland MKS Kalisz dopisał trzy cenne punkty i pokazał, że potrafi zagrozić każdemu w Orlen Superlidze. W Gdańsku tego wieczoru niemal wszystko wychodziło gościom – i to widać było na tablicy wyników.
