Sebastian Vettel wyrasta na jednego z najgłośniejszych krytyków nadchodzących zmian w Formule 1. Czterokrotny mistrz świata w rozmowie ze szwedzką stacją SVT otwarcie przyznał, że solidaryzuje się z kierowcami obawiającymi się o przyszłość dyscypliny. Niemiec uważa, że nowe regulacje na rok 2026 mogą bezpowrotnie zniszczyć serce tego sportu.
Głównym punktem zapalnym jest ogromny nacisk na moc elektryczną i zarządzanie energią. Vettel podkreśla, że istotą wyścigów jest wyłonienie najszybszego kierowcy w najszybszej maszynie, tymczasem obecny kierunek rozwoju sprawia, że jazda staje się mniej satysfakcjonująca. Zawodnicy rzadziej naciskają do limitu w szybkich zakrętach, a walka na torze bywa postrzegana jako sztucznie wykreowany spektakl, co budzi opór w padoku.
Strach przed zmianami i widmo niebezpieczeństwa
Krytyka Vettela nie jest odosobniona, bo obawy o bezpieczeństwo potwierdził już groźny wypadek Olivera Bearmana podczas Grand Prix Japonii. Choć FIA i zespoły już uzgodniły poprawki w przepisach, środowisko pozostaje podzielone. W przeszłości podobne kontrowersje budziło wprowadzenie systemu Halo czy silników hybrydowych, które Christian Horner nazywał zamachem na emocje i tradycyjny dźwięk silników, stanowiący o tożsamości serii.
Historia Formuły 1 pokazuje, że pojęcie jej DNA jest płynne i często służy jako argument przeciwko jakiejkolwiek ewolucji. Od sprzeciwu Alaina Prosta wobec Halo, po niechęć Charlesa Leclerca do odwróconych pól startowych, kierowcy zawsze bronili status quo. Ostatecznie jednak to właśnie ciągłe zmiany techniczne i wizualne sprawiły, że bolidy ewoluowały nie do poznania w ciągu ostatnich 76 lat istnienia mistrzostw.
