Czwartek przyniósł ostateczne rozstrzygnięcia w sprawie terminarza Barcelony w nadchodzącej edycji Ligi Mistrzów. Losowanie nowej fazy ligowej ułożyło scenariusz pełen sentymentalnych powrotów, które zdominowały dyskusje kibiców tuż po ceremonii.
Największe emocje budzi wizyta Manchesteru City w stolicy Katalonii. Będzie to moment szczególny dla Rodriego, który latem zamienił angielskiego giganta na Barcelonę i teraz stanie naprzeciw niedawnych kolegów z szatni. To jednak nie koniec historii z podtekstami. Los skojarzył zespół Hansiego Flicka z Paris Saint-Germain, gdzie na Barcelonę czeka Ferran Torres. Niedawno opuścił Camp Nou, a teraz jako zawodnik spróbuje zatrzymać swój były klub na Parc des Princes. Do Barcelony przyjedzie również Cesc Fàbregas, który poprowadzi Como w ich debiutanckim sezonie w europejskiej elicie.
Zestawienie meczów domowych uzupełniają potyczki z Aston Villą prowadzoną przez Unaia Emery'ego oraz holenderskim Feyenoordem. Na wyjazdach Barcelona zmierzy się z wymagającymi rywalami. Oprócz wyprawy do Paryża, piłkarzy czeka gorąca atmosfera na stadionach Sportingu CP, Galatasaray oraz azerskiego Sabah. Każdy z tych ośmiu meczów ma bezpośredni wpływ na układ tabeli w nowym formacie rozgrywek, który zastąpił tradycyjną fazę grupową.
Jak informował serwis Forbes dwa dni temu, Barcelona przystępowała do losowania z nadzieją na uniknięcie najtrudniejszych zestawień w nowej formule League Phase. Tegoroczna edycja jest pierwszą, w której 36 drużyn rywalizuje w jednej wspólnej tabeli zamiast w małych grupach. Dla katalońskiego klubu, który w poprzednim sezonie La Liga odzyskał pewność siebie, występy w Europie mają być potwierdzeniem powrotu do ścisłej czołówki kontynentu pod wodzą nowego trenera.
