Roberto De Zerbi poważnie zastanawia się nad swoją przyszłością w Olympique Marsylia. Włoski szkoleniowiec bije się z myślami, czy to on stał się głównym problemem trawiącym klub z południa Francji.
Sytuacja wewnątrz zespołu jest krytyczna, a decyzje dotyczące dalszej współpracy mogą zapaść jeszcze w tym tygodniu. Choć zarząd klubu wciąż wspiera trenera, sam De Zerbi czuje się zraniony i zdradzony przez część swoich zawodników. Atmosfera w ośrodku treningowym Commanderie uległa w ostatnich miesiącach znacznemu pogorszeniu. Piłkarze skarżą się na fatalne warunki pracy i czują narastający niepokój. Osoby blisko związane z szatnią OM nie gryzą się w język i twierdzą wprost, że obecny projekt nie ma już sensu, a cała struktura znajduje się blisko punktu krytycznego.
Zawodnicy Marsylii żyją pod ciągłym nadzorem, który wykracza daleko poza kwestie czysto taktyczne. Sztab szkoleniowy skrupulatnie monitoruje godziny przyjazdów i odjazdów z klubu, czas trwania sesji rozciągania, a nawet menu serwowane w stołówce. Taki rygor budzi opór, zwłaszcza że piłkarze nie widzą efektów swojej ciężkiej pracy. W zespole panuje przekonanie, że mimo wymagających treningów, nikt nie robi postępów sportowych. Dodatkowo wybory personalne De Zerbiego budzą powszechną konsternację, jednak nikt w klubie nie odważył się dotąd otwarcie zakwestionować jego decyzji.
