Robert Pirès apeluje do władz Olympique Marsylia o cierpliwość wobec trenera Habiba Beye. Były pomocnik uważa, że klub powinien wzorować się na decyzjach podjętych przed laty w Londynie.
W rozmowie z dziennikiem La Provence Pirès przywołał przykład Mikela Artety. Hiszpan był bliski zwolnienia z Arsenalu po trzech miesiącach pracy, ale dyrektor sportowy Edu zaufał mu, co przyniosło wymierne efekty. Teraz w podobnej sytuacji jest Habib Beye. Były obrońca Newcastle United i Aston Villi poprowadził Marsylię dopiero w jednym spotkaniu, które zakończyło się porażką 0:2 ze Stade Brestois. Mimo falstartu Pirès wierzy, że Senegalczyk poradzi sobie z presją, bo doskonale wiedział, na co się pisze, przejmując stery w tak trudnym momencie.
Mistrz świata z 1998 roku twierdzi, że problemy Marsylii nie wynikają z taktyki, lecz z mentalności zawodników. Po meczu w Brześciu Pirès zauważył, że nikt nie chciał brać odpowiedzialności za piłkę. Zespół przebywał ostatnio na zgrupowaniu w Marbelli, gdzie szukał spójności przed kluczowymi starciami. Przed Les Olympiens dwa decydujące mecze: ligowe starcie z Olympique Lyon o awans do Ligi Mistrzów oraz ćwierćfinał Pucharu Francji z Toulouse. Beye musi teraz postawić na indywidualne rozmowy z graczami i ustalić sztywną hierarchię w wyjściowej jedenastce.
