Michał Świerczewski od ponad dekady stoi za największymi sukcesami w historii Rakowa Częstochowa. Właściciel klubu przyznał jednak, że były momenty, w których zastanawiał się, czy nie powiedzieć „dość”. Jednocześnie wskazał jedyny scenariusz, w którym byłby gotowy usiąść do rozmów o przyszłości Rakowa.
Świerczewski przejął 100 procent akcji Rakowa pod koniec 2014 roku. Klub występował wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym i znajdował się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Kolejne lata całkowicie zmieniły jego pozycję w polskiej piłce.
Sukcesy nie sprawiły jednak, że prowadzenie klubu przestało być dla właściciela dużym obciążeniem. Świerczewski przyznał, że zdarzały mu się chwile poważnego zwątpienia.
– Czy miałem takie momenty, że miałem już dość? Tak. Pamiętam, że była taka sytuacja, że nie spałem całą noc. Byłem bardzo zmęczony i zastanawiałem się, czy to już nie jest dla mnie za dużo – powiedział.
Ostatecznie nie zdecydował się na odejście. Jak tłumaczy, jego relacja z Rakowem dawno przestała sprowadzać się wyłącznie do roli właściciela finansującego klub.
– Porozmawiałem jednak z osobą, która jest dla mnie bardzo ważna i pomyślałem, że Raków to moje dziecko. Dziecko adoptowane, ale dziecko. Nie mógłbym go zostawić – stwierdził Świerczewski.
W ciągu jego rządów Raków przeszedł drogę od II ligi do mistrzostwa Polski. Zdobył również dwa Puchary i dwa Superpuchary Polski, sięgał po kolejne medale Ekstraklasy i zaczął występować w europejskich pucharach. Świerczewski przez cały ten okres pozostawał mocno zaangażowany w najważniejsze decyzje dotyczące klubu.
Czy wobec tego sprzedaż Rakowa w ogóle wchodzi w grę? Świerczewski sam pozostawił w tej sprawie otwartą furtkę, choć postawił bardzo konkretny warunek.
– Nie zakładam tego, obojętnie gdzie Raków będzie grał. Przyszłość może te słowa brutalnie zweryfikować, ale ja tego nie zakładam, chyba że przyjdzie ktoś, kto może więcej dać temu klubowi. Wtedy zapraszam do rozmów i jestem gotowy – zadeklarował.

