Lewis Hamilton wreszcie wygląda na kierowcę, który w pełni zintegrował się z Ferrari. Po zajęciu drugiego miejsca w Grand Prix Kanady, co jest jego najlepszym wynikiem w barwach stajni z Maranello, z barków Brytyjczyka spadł ogromny ciężar. Siedmiokrotny mistrz świata stoczył pasjonującą walkę z Maxem Verstappenem, wyprzedzając Holendra na 62. okrążeniu po ataku w pierwszym zakręcie toru w Montrealu.
Kluczem do sukcesu okazały się głębokie zmiany w strukturach inżynieryjnych, o które zabiegał sam zawodnik. Hamilton przyznał, że musiał „przenosić góry”, aby zbudować zespół inżynierów, z którym teraz współpracuje. Do ekipy dołączył Cedric Michel-Grosjean, były pracownik McLarena, który ma zostać docelowym inżynierem wyścigowym Brytyjczyka. Wspiera go Carlo Santi, który poprowadzi Hamiltona przez nadchodzące Grand Prix Monako, oraz inżynier wydajności Luca Diella.
Nowe porządki Freda Vasseura przynoszą efekty
Wsparcie szefa zespołu, Freda Vasseura, pozwoliło Hamiltonowi na większy wpływ na rozwój bolidu, szczególnie w kontekście projektu na rok 2026. W przeciwieństwie do sezonu 2025, kiedy kierowca nie potrafił odnaleźć się w ówczesnych regulacjach, teraz bierze czynny udział w projektowaniu maszyny od wczesnego etapu. Zmiany w ustawieniach i lepsza analiza danych pozwoliły mu w Kanadzie na agresywną jazdę w każdym zakręcie, co przełożyło się na pokonanie Charlesa Leclerca w kwalifikacjach.
Hamilton nie kryje ulgi po wywalczeniu pierwszego podium dla włoskiej ekipy. Podkreśla, że praca wykonana w tle była tytaniczna, a on sam musiał sięgać do najgłębszych rezerw, by osiągnąć ten poziom wydajności. Brytyjczyk czuje się teraz znacznie pewniej w samochodzie, co potwierdza, że trzyletni kontrakt i ogromne nakłady finansowe poniesione przez Ferrari zaczynają procentować w walce o najwyższe cele w Formule 1.
