Oliver Bearman przerywa milczenie po przerażającym wypadku podczas Grand Prix Japonii. Kierowca Haas uderzył w barierę na zakręcie Spoon z siłą 50G, co zmusiło służby medyczne do pomocy przy opuszczeniu rozbitego bolidu. Jak donosi podcast Up to Speed, Brytyjczyk całą odpowiedzialność za ten incydent zrzuca na Franco Colapinto z Alpine.
Do zdarzenia doszło na 22. okrążeniu wyścigu, gdy Bearman gonił rywala w drugim sektorze toru Suzuka. Różnica prędkości między bolidami wynosiła blisko 50 km/h, ponieważ Colapinto w tym momencie odzyskiwał energię. Bearman twierdzi, że Argentyńczyk wykonał gwałtowny ruch w lewo, aby bronić 17. pozycji, co zmusiło kierowcę Haasa do ucieczki na trawę i doprowadziło do całkowitej utraty panowania nad maszyną. Brytyjczyk podkreśla, że przy tak ogromnej dysproporcji tempa każdy manewr obronny staje się śmiertelnie niebezpieczny.
Zignorowane ustalenia i brak szacunku na torze
Bearman jest wściekły, ponieważ kwestia bezpieczeństwa przy dużych różnicach prędkości była omawiana podczas piątkowej odprawy kierowców. Zawodnicy apelowali do siebie o wzajemny szacunek i wcześniejsze sygnalizowanie manewrów obronnych. Zdaniem 20-latka, Colapinto zignorował te ustalenia i spojrzał w lusterka zbyt późno. Choć szef zespołu Haas, Ayao Komatsu, nie obarczył Argentyńczyka winą, sam poszkodowany nazywa zachowanie rywala niedopuszczalnym i zapowiada rozmowy z FIA w celu uniknięcia podobnych sytuacji w przyszłości.
Mimo ogromnego przeciążenia podczas uderzenia, młody kierowca nie odniósł poważnych obrażeń i potwierdził swoją gotowość do startu w kolejnym wyścigu. Formuła 1 przenosi się teraz do Stanów Zjednoczonych, gdzie na początku maja odbędzie się Grand Prix Miami. Bearman liczy, że praca z federacją nad zmianami w przepisach wyeliminuje tak drastyczne różnice prędkości między walczącymi o pozycję bolidami, co ma kluczowe znaczenie dla zdrowia zawodników.
