Fala rezygnacji paraliżuje tegoroczny US Open, a liczba zawodników zmuszonych do wycofania się z turnieju osiągnęła już niepokojący pułap 24 osób. Kibice zgromadzeni w Flushing Meadows nie zobaczą w akcji wielu czołowych postaci, które przegrały walkę z urazami jeszcze przed dokończeniem pierwszej rundy zmagań w Nowym Jorku.
Sytuacja w Billie Jean King National Tennis Center staje się coraz trudniejsza, ponieważ do listy nieobecnych dołączają kolejne nazwiska. Przed losowaniem drabinki z gry zrezygnowało 18 tenisistów, w tym lider rankingu ATP Jannik Sinner oraz triumfatorka sprzed lat Emma Raducanu. Kolejna szóstka graczy poddała się tuż przed swoimi meczami otwarcia, co zmusiło organizatorów do gorączkowego szukania zastępstw wśród zawodników z listy „lucky loser”.
Plaga kontuzji w Nowym Jorku
Ostatnimi ofiarami problemów zdrowotnych zostali Thanasi Kokkinakis oraz Tereza Valentova. Australijczyk miał zmierzyć się z Rafaelem Jodarem, natomiast Valentova była zestawiona z rozstawioną z numerem 25 Anastasiją Potapową. Ich absencja to potężny cios dla widowiska, zwłaszcza że Kokkinakis liczył na przełamanie w czwartym i ostatnim turnieju wielkoszlemowym w kalendarzu.
Wycofania dotknęły również inne głośne nazwiska, takie jak Casper Ruud, Ugo Humbert czy Marin Cilic. Miejsce Sinnera w drabince zajął Carlos Taberner, a za Ruuda do gry wskoczył Arthur Gea. ATP wydało już stanowcze oświadczenie w związku z faktem, że lista nieobecnych w turnieju mężczyzn urosła do 14 nazwisk, co stawia pod znakiem zapytania kondycję fizyczną zawodników w końcowej fazie sezonu.
Dodatkowym utrudnieniem dla organizatorów 146. edycji US Open są opady deszczu, które w środę wstrzymały część spotkań pierwszej rundy. Choć turniej w Nowym Jorku trwa od niedzieli, harmonogram jest mocno napięty przez liczne przerwy pogodowe i konieczność wprowadzania rezerwowych graczy. Kibice muszą przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, w której drabinka turniejowa zmienia się niemal z godziny na godzinę.
