Novak Djoković przechodzi przez bezprecedensowy kryzys formy, który pogłębił się po sensacyjnym odpadnięciu już w pierwszej rundzie US Open. Serb uległ w pięciosetowej batalii Mariano Navone, co stanowi jego pierwszą porażkę na tak wczesnym etapie turnieju wielkoszlemowego od 2006 roku. To już trzecia z rzędu przegrana 24-krotnego mistrza wielkoszlemowego, biorąc pod uwagę wcześniejsze niepowodzenia w półfinale Wimbledonu z Jannikiem Sinnerem oraz szybkie pożegnanie z turniejem w Cincinnati.
Głos w sprawie przyszłości legendarnego zawodnika zabrał Boris Becker, który prowadził Serba w latach 2013–2016. Niemiec w rozmowie ze Sporteurope.tv nie krył emocji, obserwując obecne zmagania swojego byłego podopiecznego na korcie. „To nie może trwać dalej – to mnie głęboko boli. Jest zbyt wielką supergwiazdą na coś takiego, więc będzie bardzo uważnie zastanawiał się nad tym, co przyniesie przyszłość” – przyznał otwarcie Becker. Były lider rankingu ATP dodał również, że ma pewien pomysł dotyczący dalszych kroków Djokovicia, jednak na razie nie chce go zdradzać publicznie, podkreślając, że każdy etap kariery musi mieć swój koniec.
Mimo narastającej debaty o sportowej emeryturze, Djoković nie zamierza jeszcze składać broni i planuje powrót do rywalizacji jeszcze w tym miesiącu. Serb zgłosił się do turnieju China Open, w którym nie startował od 2015 roku, a gdzie legitymuje się imponującym bilansem 29 zwycięstw bez żadnej porażki. W Pekinie, gdzie triumfował sześciokrotnie, zmierzy się z takimi rywalami jak Jannik Sinner, Alexander Zverev czy Felix Auger-Aliassime. Turniej w stolicy Chin rozpocznie się 30 września i potrwa do 11 października.
Kalendarz Serba na końcówkę roku pozostaje napięty, co ma uciąć spekulacje o natychmiastowym zakończeniu kariery przed igrzyskami w Los Angeles w 2028 roku. Po występie w Chinach Djoković planuje udział w październikowym Six Kings Slam, a w listopadzie może pojawić się w Atenach, by bronić tytułu w Hellenic Championships. Choć Becker sugeruje, że nadszedł czas na poważne przemyślenia, tenisista z Belgradu swoimi decyzjami startowymi pokazuje, że wciąż szuka drogi powrotnej na szczyt.
