Postawienie wszystkiego na jedną kartę miało uratować Zagłębie Lubin, jednak ambitny plan trenera Leszka Ojrzyńskiego posypał się w zaledwie dwie minuty po wznowieniu gry z Arką Gdynia.
Po fatalnej pierwszej połowie, którą Lubinianie kończyli z bagażem dwóch bramek, sztab szkoleniowy zdecydował się na mocne kroki. Już w przerwie boisko opuścili Jakub Kolan oraz Sebastian Kowalczyk, a ich miejsce zajęli Adam Radwański i Jakub Sypek.
„W przerwie dokonaliśmy dwóch zmian, chcieliśmy grać va banque” – tłumaczył po meczu Leszek Ojrzyński.
Strategia ta miała na celu natychmiastowe odrobienie strat, jednak została brutalnie zweryfikowana przez zdarzenia boiskowe.
Zaledwie dwie minuty po powrocie z szatni plan legł w gruzach, gdy Michał Nalepa za drugą żółtą kartkę musiał opuścić boisko.
„Niestety, po dwóch minutach drugiej połowy dostajemy czerwoną kartkę. W dziesiątkę gonić wynik 2:0 jest niezwykle trudno” – przyznał trener.
Mimo że Levente Szabó w 52. minucie wlał nadzieję w serca gości, zdobywając bramkę kontaktową, osłabione Zagłębie nie zdołało utrzymać tempa.
„Szliśmy w dobrym kierunku, zdobyliśmy bramkę kontaktową, ale potem zostaliśmy ostudzeni” – dodał Ojrzyński, nawiązując do trafienia Vladislavsa Gutkovskisa, który w 78. minucie przypieczętował wynik spotkania na 3:1.
Przyczyn porażki szkoleniowiec Zagłębia upatrywał nie tylko w pechowym początku drugiej odsłony, ale przede wszystkim w postawie drużyny przed przerwą. Gdynianie dominowali, co udokumentowali golami Oskara Kubiaka oraz efektownym trafieniem Sebastiana Kerka tuż przed końcem pierwszej połowy.
„Tracimy bramkę w 15. minucie, to jeszcze nie była tragedia, ale druga 'do szatni' po fantastycznym uderzeniu Sebastiana sprawiła, że atmosfera zrobiła się nerwowa” – analizował opiekun przyjezdnych.
Ojrzyński nie szukał usprawiedliwień dla postawy swoich podopiecznych w początkowej fazie mecz.
„Mam zastrzeżenia do siebie i zawodników, że pierwszą połowę przespaliśmy” – stwierdził wprost.
Zaznaczył, że jego zespół był tego dnia po prostu zbyt słabo przygotowany do walki o pełną pulę.
„My chcieliśmy wygrać, ale mieliśmy za mało atutów. W kluczowych momentach dostawaliśmy ciosy – nie tylko bramki, ale i grę w osłabieniu” – podsumował trener.
Porażka w Gdyni oznacza, że Lubinianie nie są już wiceliderem Ekstraklasy i obecnie znajdują się poza podium ligi. W najbliższej kolejce „Miedziowych” czeka starcie z Radomiakiem Radom.
