Andre Agassi wywołał ogromne kontrowersje swoimi wypowiedziami na temat Matteo Arnaldiego, który zrezygnował z półfinałowego starcia French Open przeciwko Flavio Cobolliemu. 25-letni Włoch wycofał się z turnieju z powodu wyniszczającego wirusa, przyznając, że nie jest w stanie jeść, pić ani nawet normalnie się poruszać bez zawrotów głowy. Decyzja ta spotkała się z brutalną oceną ośmiokrotnego mistrza wielkoszlemowego, co wywołało natychmiastową reakcję w świecie tenisa.
Agassi na antenie TNT Sports US stwierdził, że Arnaldi powinien wyjść na kort bez względu na stan zdrowia. Amerykanin posunął się do stwierdzenia, że mając 56 lat, byłby w stanie pokonać Włocha w takim dniu, ponieważ nieobecność na korcie odbiera jakąkolwiek szansę na zwycięstwo. Legenda tenisa uznała zachowanie zawodnika za rozczarowujące, sugerując, że powód rezygnacji musiałby być wręcz niewyobrażalny, by usprawiedliwić taką decyzję w tak ważnym momencie turnieju.
Roddick staje w obronie Włocha
Andy Roddick w swoim podcaście Served stanowczo sprzeciwił się narracji Agassiego. Były mistrz US Open podkreślił, że organizm po blisko 20 godzinach walki na korcie jest skrajnie wycieńczony i podatny na infekcje. Roddick zauważył, że nie da się rywalizować w meczu pięciosetowym, gdy ciało odmawia posłuszeństwa, a zawodnik nie jest w stanie przyjmować pokarmów. Amerykanin przypomniał własną historię z 2011 roku, gdy choroba uniemożliwiła mu nawiązanie walki z Rafaelem Nadalem.
Ekspert zaznaczył, że forsowanie organizmu w takim stanie jest niemożliwe i niebezpieczne. Według Roddicka, nawet gdyby Arnaldi cudem pokonał Cobolliego, jego stan nie pozwoliłby na regenerację przed finałowym starciem z Alexandrem Zverevem. Roddick uciął spekulacje o rzekomym braku woli walki, krótko podsumowując, że jeśli ktoś nakazuje choremu wyjście na kort w takim stanie, to jego odpowiedź brzmi stanowcze nie. Arnaldi przed turniejem był poza pierwszą setką rankingu.
