Ósma siła w kraju. Legii uciekają najlepsi, a rynek już to wycenił

Roman PiechRoman Piech
1 lipca 2026 14:34
Ósma siła w kraju. Legii uciekają najlepsi, a rynek już to wycenił

Wielokrotny mistrz Polski jest dziś wart mniej niż Zagłębie Lubin. W zestawieniu wartości rynkowych PKO BP Ekstraklasy na sezon 2026/27 Legia Warszawa zajmuje dopiero ósme miejsce — z kwotą 17,70 mln euro. To nie wypadek przy pracy. To rachunek za lata życia na kredyt i za wyprzedaż, w której z Łazienkowskiej wychodzą kolejni najlepsi.

Liga ucieka do przodu, Legia zostaje w tyle

Wystarczy spojrzeć na czubek zestawienia Transfermarkt, żeby zrozumieć skalę dystansu. Liderem jest mistrzowski Lech Poznań (57,60 mln euro), za nim Widzew Łódź (40,30 mln euro) i Raków Częstochowa (40,25 mln euro). Dalej Górnik Zabrze (30,08 mln euro), Cracovia (22,63 mln euro) i Jagiellonia Białystok (22,20 mln euro). Legię wyprzedza nawet Zagłębie Lubin (18,20 mln euro).

MiejsceKlubWartość rynkowa
1Lech Poznań57,60 mln €
2Widzew Łódź40,30 mln €
3Raków Częstochowa40,25 mln €
4Górnik Zabrze30,08 mln €
5Cracovia22,63 mln €
6Jagiellonia Białystok22,20 mln €
7Zagłębie Lubin18,20 mln €
8Legia Warszawa17,70 mln €

Dla klubu, który przez dekady był finansowym hegemonem polskiej piłki, ósme miejsce to nie spadek formy — to zmiana pozycji w hierarchii. Konkurenci budują wartość, sprzedają drożej i zatrzymują swoje talenty na dłużej. Legia robi coś odwrotnego.

REKLAMA

Najlepiej widać to na jednym przykładzie. Trójka najskuteczniejszych zawodników Legii z sezonu 2024/25 — Ryoya Morishita, Marc Gual i Luquinhas — odpowiadała za dziesiątki bramek i asyst. Dziś żadnego z nich nie ma w klubie.

Latem 2025 z Warszawy odeszli m.in. Jan Ziółkowski (do AS Romy za około 6,6 mln euro), Maxi Oyedele (do Strasbourga za 6 mln euro) i Ryoya Morishita (do Blackburn Rovers za nieco ponad 2 mln euro). Do tego Gual i Ilja Szkurin. Łącznie klub zainkasował ponad 15 mln euro — i to Legia zarobiła latem na transferach więcej niż jakikolwiek inny klub w lidze, odpowiadając za blisko połowę wszystkich przychodów transferowych Ekstraklasy.

Problem w tym, że „zarobiła najwięcej" i „wzmocniła się" to dwie różne rzeczy.

Sprzedaż Morishity stała się symbolem. Najlepiej punktujący zawodnik poprzedniego sezonu odszedł za kwotę, którą komentatorzy Meczyki.pl nazwali żenująco niską jak na realia 2025 roku i największym rozczarowaniem całego okna wśród odejść wartościowych graczy Ekstraklasy. Padło przy tym słynne zdanie Zbigniewa Bońka, że w polskiej piłce „wiele rzeczy wynika po prostu z biedy". Trudno o lepsze podsumowanie sytuacji, w której mistrzowskie ambicje zderzają się z koniecznością sprzedaży kluczowego gracza za dwa miliony.

Za odchodzących przyszli zawodnicy tańsi albo w ogóle darmowi — Kacper Urbański, Kamil Piątkowski, Damian Szymański, Arkadiusz Reca, a rekordem okienka był Mileta Rajović za 3 mln euro. Model jest czytelny: sprzedać drogo tych, którzy się wybili, załatać skład tanio i liczyć, że ktoś znów wystrzeli i będzie go można sprzedać. To racjonalne finansowo, ale w praktyce oznacza, że Legia stała się klubem tranzytowym — przystankiem w drodze do lepszej ligi, a nie miejscem docelowym.

Nie da się tego zrozumieć bez zajrzenia do ksiąg. Zadłużenie Legii i spółki LTC na koniec czerwca 2025 wynosiło blisko 178 mln zł, a w bilansie ciąży skumulowana strata z lat ubiegłych rzędu 117 mln zł. Większość zobowiązań to pieniądze wobec właściciela i powiązanych funduszy, których terminy spłaty co roku są aneksowane. Klub trzyma się więc nie dzięki własnym przychodom, lecz dzięki temu, że Dariusz Mioduski rok po roku przesuwa spłatę.

W takim układzie transfery wyjściowe nie są luksusem — są tlenem. To one dostarczają realnej gotówki. Dlatego, gdy tylko któryś zawodnik osiąga cenę rynkową, presja, by go spieniężyć, jest ogromna.

Co dalej — i dlaczego może być gorzej

Najbliższy sezon 2026/27 Legia rozegra bez europejskich pucharów, co oznacza utratę kilkudziesięciu milionów przychodu. Sam klub w wewnętrznych analizach przyznaje, że będzie to rok bardzo trudny, a korzystny dotąd trend spadku zadłużenia może się zatrzymać. Bez pucharów rośnie za to pokusa, by dziurę w budżecie znów załatać sprzedażą — czyli by cykl się powtórzył.

I to jest sedno. Wartość rynkowa to nie wyrok, tylko fotografia. Fotografia pokazuje dziś klub, któremu najlepsi uciekają szybciej, niż zdąży zbudować kolejnych. Dopóki finanse wymuszają wyprzedaż, a rywale w tym czasie inwestują, ósme miejsce w rankingu wartości nie będzie anomalią. Będzie nową normą.

Roman Piech

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!