Marcus Rashford ląduje w Barcelonie! Transfer, którego nie doczekali się nawet najwięksi optymiści, finalizuje się na naszych oczach. FC Barcelona idzie va banque, przywozi napastnika z Manchesteru, który w ostatnich miesiącach błąkał się między kontuzjami a ławką rezerwowych. Czy to będzie transferowy strzał w dziesiątkę czy wielki europejski eksperyment? W Katalonii już szykują się flesze aparatów i pytania dziennikarzy.

W skrócie:
- Rashford tuż przed podpisaniem kontraktu z FC Barcelona – transfer na ostatniej prostej
- Hansi Flick nalegał na Anglika; były rozmowy na linii trener–piłkarz już pod koniec maja
- Oficjalna prezentacja przed azjatyckim tournee i rola rezerwowego jako początek przygody w Blaugranie
Rashford – transferowa karuzela rozkręca się na całego! Flick stawia na Anglika
Czy ktoś jeszcze pamięta, jak Marcus Rashford rozstawiał po kątach defensorów Premier League, a trybuny Old Trafford skandowały jego nazwisko? Dziś Anglik żegna się z „Czerwonymi Diabłami”, odkłada legendarną „dziesiątkę” i pakuje walizki do Barcelony – klubu, który miał być jego alternatywnym wszechświatem już kilka lat temu. Zawirowań było aż nadto – wystarczy wspomnieć:
- wycofanie się Nico,
- szybkie dogadanie szczegółów z Manchesterem United,
- dzień szalonych negocjacji i ostatnich formalności.
Barça wiedziała doskonale, że czas gra na jej niekorzyść. Kontakty z otoczeniem Rashforda od dawna utrzymywano „na ciepło”, ale dopiero „nie” Nico dało zielone światło dla reanimacji operacji Rashford. Kluczowy okazał się zielony sygnał od Hansa Flicka. Nowy trener nie tylko odhaczył „tak” na liście, ale już pod koniec maja porozmawiał sam na sam z Anglikiem – i, jak donoszą nasze źródła, przekonał go do katalońskiej misji.

Tylko medycyna stoi na drodze do Barcelony
Plan jest prosty. Rashford, jeszcze w niedzielę lub najpóźniej w poniedziałek, ląduje w Barcelonie.
Pierwszy przystanek? Kompleksowe badania medyczne. Nie jest to formalność – Anglik ostatnią część sezonu rozegrał w Aston Villi, gdzie borykał się z urazami, więc sztab medyczny Blaugrany na pewno nie zamierza przejść nad tym do porządku dziennego. Tylko „OK” od lekarzy otworzy bramę do oficjalnej prezentacji.
Barça wyjeżdża na azjatycką trasę już 24 lipca. Żeby wpleść Rashforda w strukturę zespołu, Hansi Flick kręci nosem na każdą zwłokę. Najlepiej, żeby podpisanie kontraktu i sesja foto przy boku Laporty zamknęły się w dniach 22-23 lipca. Efekt? Rashford nie będzie miał czasu na aklimatyzację przy drinku z palemką – wrzuca się go do szatni i niemal natychmiast na trening.
Oczywiście, Flick nie ściemnia – ma świadomość, że nastawić wszystkich na to, że Marcus zaczyna jako rezerwowy. Ale to rezerwowy z potencjałem na game-changera, a zarazem transferowy głośny strzał. Barça kocha medialne symbole, a Rashford – mimo notorycznych zawirowań w karierze – to produkt, który się dobrze sprzedaje, zwłaszcza w kontekście tournée w Azji.
Iluzja wielkiego comebacku czy długo wyczekiwany nowy impuls?
Sceptycy już teraz podnoszą brwi: „czy Rashforda nie przerosła presja Premier League?”, „czy jego czas minął z kontuzjami w tle?”, „czy Barca nie ryzykuje spektakularnej wtopy za duże pieniądze i jeszcze większe oczekiwania?”. Niewiadomych jest masa. Ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – zarówno na Camp Nou, jak i na Dalekim Wschodzie, gdzie Rashford ma być twarzą nowego produktu pod egidą Hansiego Flicka.
Oto, jakie kroki czekają jeszcze Marcusa Rashforda w katalońskiej przygodzie:
| Etap | Planowana data | Szczegóły |
|---|---|---|
| Przylot do Barcelony | 20-21 lipca | Najpewniej niedziela wieczór |
| Badania medyczne | zaraz po przylocie | Kluczowy punkt „na tak” lub „na nie” |
| Podpisanie kontraktu | 22-23 lipca | Wspólna prezentacja z Joanem Laportą |
| Wyjazd na tournee | 24 lipca | Start azjatyckiego tournée |
Mimo że Rashford nie zagra już w barwach Manchesteru United, to śmiało możemy napisać – wraca do gry, która liczy się najbardziej: o honor, punkty i rynkowe bycie na topie. Flick i Barcelona mogą tylko zyskać… lub zaliczyć kolejny transferowy falstart. Czas pokaże, kto śmiał się ostatni.
