David Soria dwoił się i troił w bramce Getafe, ale nawet dwa obronione rzuty karne nie uchroniły jego zespołu przed porażką z Levante. Gospodarze wygrali 1:0 na Ciutat de Valencia, przedłużając swoje nadzieje na utrzymanie w lidze. Dla gości to bolesne zderzenie z ziemią, które mocno komplikuje ich walkę o europejskie puchary.
Mecz od początku układał się pod dyktando Levante, choć emocji nie brakowało już w pierwszej połowie. Carlos Espi uniknął czerwonej kartki po interwencji VAR, co okazało się kluczowe dla dalszych losów spotkania. Getafe nie potrafiło narzucić swojego tempa, ograniczając się jedynie do nielicznych przebłysków Martina Satriano. Gospodarze grali na pełnej szybkości, raz po raz zagrażając bramce Sorii, który wyrastał na głównego bohatera wieczoru.
Dramat Getafe i popis Carlosa Espiego
W 65. minucie David Soria zatrzymał pierwszy rzut karny wykonywany przez Adriana de la Fuente. Wydawało się, że to moment zwrotny, ale siedem minut przed końcem Carlos Espi strzałem głową wykończył akcję Manu Sancheza. Był to jego dziesiąty gol w sezonie, a statystyki napastnika są porażające. Espi trafia do siatki średnio co 86 minut, a bez jego bramek Levante miałoby o osiem punktów mniej w ligowej tabeli.
W doliczonym czasie gry sędzia podyktował drugą jedenastkę dla Levante po zagraniu ręką Zaida Romero, który wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Soria ponownie wyczuł intencje strzelca, tym razem Ivana Romero, i sparował piłkę na bok. Mimo heroicznej postawy bramkarza, Getafe nie zdołało wyrównać. Zespół Jose Bordalasa zmarnował wielką szansę na zbliżenie się do czołówki, podczas gdy Levante odbiło się od dna tabeli i traci cztery punkty do bezpiecznej strefy.
