Yuliia Starodubtseva wyrasta na największą rewelację turnieju Charleston Open. Ukrainka, która sezon zaczynała na 113. miejscu w rankingu WTA, właśnie awansowała do swojego pierwszego finału w cyklu. Jej droga do decydującego meczu jest wręcz filmowa, biorąc pod uwagę fakt, że pierwotnie miała rywalizować jedynie w kwalifikacjach.
Wszystko zmieniło się przez późne wycofanie jednej z zawodniczek, co pozwoliło Starodubtsevej wskoczyć bezpośrednio do głównej drabinki. 26-latka bezlitośnie wykorzystała ten prezent od losu. Po wyeliminowaniu takich tenisistek jak Zhang Shuai czy Renata Zarazua, w półfinale zmierzyła się z rozstawioną z numerem piątym Madison Keys. Ukrainka zdominowała triumfatorkę Australian Open 2025, wygrywając pewnie 6:1, 6:4 i imponując skutecznością serwisu na poziomie ponad 70 procent.
Gigantyczny awans w rankingu i walka o fortunę
Sukces w Charleston oznacza dla Starodubtsevej potężny skok w zestawieniu WTA. Jeszcze w marcu po raz pierwszy złamała barierę pierwszej setki, a teraz jest już pewna awansu na 53. lokatę. Jeśli w finale pokona broniącą tytułu Jessicę Pegulę, może przesunąć się nawet na 42. miejsce na świecie. To spektakularny progres dla zawodniczki, która jeszcze cztery miesiące temu znajdowała się na dalekim zapleczu światowej czołówki.
Finałowe starcie to także gra o rekordowe premie finansowe. Przed startem turnieju tegoroczne zarobki Ukrainki wynosiły nieco ponad 202 tysiące dolarów. Sam awans do finału gwarantuje jej wypłatę w wysokości 218 225 dolarów, co niemal podwaja jej dotychczasowy dorobek z 2026 roku. Zwycięstwo w niedzielnym meczu z Pegulą podniesie tę kwotę do 354 345 dolarów. Starodubtseva przyznaje, że podziwia styl gry Amerykanki i zamierza cieszyć się każdą sekundą tego wyjątkowego momentu.
