VfB Stuttgart zremisował we wtorek 1:1 z Atlético Madryt, a piłkarze i działacze klubu liczą, że udany występ w Lidze Mistrzów pomoże przełamać się w Bundeslidze. Gospodarze przez ostatnie pół godziny grali z przewagą jednego zawodnika, jednak nie zdołali strzelić zwycięskiego gola.
Stuttgart przystępował do tego meczu po zdobyciu zaledwie sześciu punktów w pierwszych sześciu kolejkach Bundesligi. Zespół Sebastiana Hoenessa wygrał jednak oba wcześniejsze spotkania w Lidze Mistrzów, a w starciu z ekipą Diego Simeonego, hiszpańskim kandydatem do tytułu, znów udowodnił, że potrafi postawić się europejskiej czołówce. W 36. minucie prowadzenie gospodarzom dał Jamie Leweling. Był to jego pierwszy gol od marca, stanowiący nagrodę za agresywny pressing i ofensywne nastawienie drużyny.
Piłkarze Stuttgartu widzą podstawy do poprawy
Julián Álvarez wyrównał tuż po przerwie, lecz gospodarze wciąż stwarzali zagrożenie, również po czerwonej kartce dla Mortena Hjulmanda w 64. minucie. Maximilian Mittelstädt przekonywał, że ten występ rozwiał wątpliwości co do możliwości zespołu. „Jesteśmy dobrzy, co do tego nie ma dyskusji. Jeśli tak grasz przeciwko Atlético Madryt w Lidze Mistrzów, nie ma miejsca na różne opinie. Mamy w sobie zdolność, by tak grać” — powiedział lewy obrońca w strefie mieszanej. Dodał, że od początku wszyscy dali z siebie sto procent i wspięli się na wyżyny. „Przy takiej energii jesteśmy czołowym zespołem” — podkreślił.
Mittelstädt wskazał zarazem, czego brakowało drużynie w ostatnich tygodniach i miesiącach: skutecznego zamieniania okazji na gole. Podkreślił też, że Stuttgart ma jakość w ataku. Jego zdaniem przeciwko takiemu rywalowi trzeba z niewielu szans zrobić wiele, tymczasem Stuttgart zrobił z wielu niewiele. Mimo to uznał, że zespół rozegrał dobry mecz i może na nim budować. Fabian Wohlgemuth, członek zarządu VfB odpowiedzialny za sport, nazwał ten występ najlepszym w obecnym sezonie. Podkreślił też rolę Cannstatter Kurve: kibice przygotowali rozbudowaną oprawę, a ich zaangażowanie i atmosfera na MHP-Arenie miały dodatkowo napędzić piłkarzy. Wohlgemuth zaznaczył, że mecze w środku tygodnia są czymś szczególnym, a kibice podczas spotkań Ligi Mistrzów mocniej zaznaczają swoją obecność. Po oprawie byli podekscytowani, włożyli w nią dużo pracy, a ona wywarła szczególny wpływ na zawodników.
Wohlgemuth ocenił, że Stuttgart zremisował z jedną z czołowych ekip w Europie, a tak agresywny rywal nie potrafił narzucić mu własnych warunków. Gospodarze zepchnęli Atlético na skraj porażki, choć działacz przyznał, że dało się wyciągnąć z tego meczu więcej. W pierwszej połowie pressing Stuttgartu odbierał gościom atuty w rozegraniu, zwłaszcza pod ich własną bramką, przez co madrytczycy mogli schodzić na przerwę, przegrywając tylko jednym golem. Po sobotniej porażce z Hamburger SV — czwartej w sześciu kolejkach — odżyły pytania, czy zespół Hoenessa zdoła wrócić do formy z poprzednich sezonów. Wohlgemuth zapewnił jednak, że nikt w klubie nie zwątpił w drużynę. Podkreślił, że Stuttgart zna swoją wartość i wie, że potrafi rywalizować z najlepszymi, gdy każdy daje z siebie maksimum, a mecz z Atlético był tego dowodem.
Działacz uważa, że występ z Atlético może dać drużynie podstawę do poprawy gry w Bundeslidze. Przyznał, że zespołów wyprzedzających Stuttgart w tabeli może być teraz więcej niż na tym samym etapie poprzedniego sezonu, ale jego drużyna może zdobywać punkty także z tymi zespołami. Dodał, że to przekonanie jest po meczu z Atlético silniejsze niż przed nim. Grischa Prömel, który we wtorek wrócił do wyjściowego składu, nie chciał przesądzać, czy zespół zrobił postęp. Żałował, że Stuttgart nie zdobył trzech punktów, ale stwierdził, że mecz może być punktem odniesienia. Chwalił intensywność, odbiory piłki, odzyskiwanie jej wysoko na połowie rywala i bezpośrednie ataki na bramkę. Zaznaczył, że poza brakiem zwycięstwa niewiele można drużynie zarzucić. 31-letni pomocnik powiedział też, że gra z kolegami sprawiała mu przyjemność i że zespół pokazał, czego oczekuje od niego trener oraz czego sami zawodnicy chcą od siebie.
Prömel cieszył się też z samej okazji do gry z Atlético oraz z atmosfery na trybunach, podkreślając boiskową jedność i walkę jeden za drugiego. „Nie gra się z Atlético każdego dnia, a kiedy wychodzi się na murawę i widzi tę oprawę, pasuje ona do całego wieczoru” — powiedział. „To był naprawdę piękny wieczór Ligi Mistrzów. Człowiek marzy o takich chwilach i to sprawia, że cała codzienna ciężka praca ma sens” — dodał. Atlético podchodziło do tej rywalizacji po serii sześciu zwycięstw we wszystkich rozgrywkach. Z kolei Stuttgart po trzech kolejkach Ligi Mistrzów pozostaje niepokonany i ma na koncie siedem punktów. W piątek na MHP-Arenę przyjedzie Borussia Mönchengladbach, a drużyna Hoenessa spróbuje przenieść europejską intensywność na ligowe boiska.
