Sprzedaż OGC Nice przez koncern INEOS zakończyła się niepowodzeniem. Jak donosi Nice-Matin, transakcja z amerykańskim funduszem, która wydawała się niemal pewna, została ostatecznie zerwana tuż przed wyznaczonym terminem.
Przyszłość francuskiego klubu od wielu miesięcy wisiała na włosku, a proces poszukiwania nowego właściciela trwał ponad rok. Jim Ratcliffe i jego współpracownicy wyznaczyli bankowi Lazard zadanie znalezienia kupca, co doprowadziło do zaawansowanych rozmów z inwestorami z USA. Negocjacje spowolniły, gdy zespół uwikłał się w walkę o utrzymanie, ale po zwycięstwie 4:1 nad AS Saint-Étienne w barażach i zapewnieniu sobie bytu w Ligue 1, wydawało się, że wszystkie przeszkody zniknęły. Inwestorzy zdążyli nawet odwiedzić ośrodek treningowy drużyny.
INEOS stawia twarde warunki i zostaje u steru
Decyzję o przerwaniu rozmów potwierdził w piątek Jean-Claude Blanc. Powodem wycofania się z transakcji były wątpliwości dotyczące dalszego funkcjonowania klubu. Według informacji Nice-Matin, potencjalni nowi właściciele nie byli w stanie zagwarantować odpowiedniego bezpieczeństwa finansowego oraz stabilności sportowej, co dla obecnych zarządców okazało się barierą nie do przejścia. INEOS, posiadający także udziały w Manchesterze United, nie zamierza ryzykować przyszłości francuskiego podmiotu i stawia na sprawdzone rozwiązania.
Mimo że pierwotny termin sfinalizowania umowy upływał 15 czerwca, obecni właściciele rozpoczęli już przygotowania do nowego sezonu w roli gospodarzy. Choć firma pozostaje otwarta na ewentualną sprzedaż w przyszłości, na ten moment to brytyjski gigant chemiczny będzie nadal zarządzał OGC Nice. Po uniknięciu degradacji priorytetem stało się uporządkowanie struktur wewnętrznych, zamiast oddawania władzy w ręce funduszu, który nie spełnił rygorystycznych wymogów postawionych przez grupę Ratcliffe'a.
