Jeszcze kilka tygodni temu Maria Żodzik otwarcie mówiła o problemach z formą. Dziś jest wiceliderką światowych tabel i triumfatorką Copernicus Cup w Toruniu. Polska gwiazda skoku wzwyż przeszła błyskawiczną metamorfozę, która może mieć ogromne znaczenie przed Halowymi Mistrzostwami Świata.
Pod koniec stycznia po nieudanym starcie w Orlen Cup w Łodzi Żodzik nie ukrywała rozczarowania. Przyznawała, że jej forma nie jest dobra, a na treningach nawet wysokość 170 centymetrów bywała problematyczna. Trener wskazywał wtedy na kłopoty z rytmem rozbiegu.
Kilka tygodni wystarczyło jednak, by sytuacja odwróciła się o 180 stopni. W niedzielę reprezentantka Polski wygrała Copernicus Cup w Toruniu z wynikiem 1,98 m, wyrównując halowy rekord życiowy. Zwycięstwo zapewniło jej również triumf w całym cyklu World Athletics Indoor Tour.
– To był dla mnie bardzo udany dzień. Cały czas pracujemy nad rozbiegiem i techniką, powoli zaczyna to iść w dobrą stronę. Ciągle coś poprawiamy – przyznała zawodniczka.
Rezultat 1,98 m dał jej nie tylko wygraną w prestiżowym mityngu, ale też minimum kwalifikacyjne na Halowe Mistrzostwa Świata, które w dniach 20–22 marca odbędą się w Toruniu. To był główny cel sezonu halowego.
Żodzik podkreśla, że czuje stabilność na tej wysokości, choć nadal widzi rezerwy. Największym wyzwaniem pozostaje powtarzalność rozbiegu. To właśnie ten element wcześniej sprawiał jej największe problemy.
Część kibiców liczyła, że w takiej dyspozycji Polka zaatakuje 2,00 m. Zawodniczka wyjaśniła jednak, że zmęczenie dało o sobie znać już przy 1,96 m, a przy 1,98 m pojawiły się błędy techniczne. Dlatego zrezygnowała z dalszych prób.
Obecnie Żodzik zajmuje drugie miejsce na światowych listach. Liderką pozostaje Ukrainka Jarosława Mahuczich z wynikiem 2,03 m. Forma Polki sprawia jednak, że przed mistrzostwami świata w Toruniu jej nazwisko coraz częściej wymieniane jest w gronie kandydatek do medalu.
