José Mourinho uważa, że piłkarze, którzy odwrócili losy meczu Realu Madryt z Romą, nie poradziliby sobie w takim ustawieniu przez pełne 90 minut. W środę jego drużyna przegrywała na Stadio Olimpico różnicą dwóch bramek, a mimo to wygrała 4:3.
Trener Realu Madryt odniósł się do głosów, że rezerwowi powinni częściej dostawać szansę od pierwszej minuty. „Gdyby zespół, który kończył mecz, wyszedł na boisko od początku… przegralibyśmy 0:5. To zadziałało w końcówce, bo była to szczególna sytuacja; przez 90 minut by się nie sprawdziło” – powiedział Mourinho po spotkaniu. Zaznaczył przy tym, że skuteczność roszad wynikała z okoliczności końcówki meczu, a nie z tego, że taki skład mógłby od początku zagrać równie dobrze.
Real przegrywał z Romą 1:3 jeszcze po 82 minutach gry. W 83. minucie bramkę zdobył Carlos Espí, a dwie minuty później do remisu doprowadził Endrick. Zwycięskiego gola w ostatniej minucie strzelił Antonio Rüdiger, a trzy trafienia w końcówce przesądziły o wygranej 4:3.
Po spotkaniu Mourinho upominał się o docenienie swojego wkładu w odwrócenie losów meczu, a za słabą pierwszą połowę wziął trenerską odpowiedzialność. Następnego dnia pojawiły się pytania o skalę zmian potrzebnych w Realu i to, czy Mourinho ma wystarczającą władzę, by je przeprowadzić.
Z ławki rezerwowych weszli na boisko między innymi Bernardo Silva, Arda Güler, Endrick i Carlos Espí. Po meczu uwaga skupiła się na zmiennikach i pojawiły się głosy, że powinni częściej grać w wyjściowym składzie. Mourinho nie podzielił tej opinii – podkreślił, że ich wejście dało efekt w szczególnych okolicznościach, gdy Real musiał odrabiać straty w końcówce.
