Max Verstappen stawia sprawę jasno przed domowym wyścigiem Red Bulla w Spielbergu. Holender, mimo obowiązującego kontraktu, wciąż zwleka z jednoznaczną deklaracją lojalności na kolejne lata, bacznie obserwując postępy techniczne swojego zespołu. Sytuacja przypomina tę sprzed roku, gdy ekipa musiała udowadniać swojemu liderowi, że potrafi wyjść z kryzysu. Obecnie RB22 traci do rywali od 0,3 do 0,4 sekundy na okrążeniu, co spycha stajnię z Milton Keynes na pozycję czwartej siły w stawce.
Głównym problemem konstrukcji jest nadmiar kilogramów. W Miami udało się zredukować nadwagę o połowę, ale bolid wciąż waży o 6 kg za dużo. Pakiet poprawek przygotowany na Grand Prix Austrii ma ostatecznie wyeliminować ten deficyt i poprawić aerodynamikę, w tym sekcje boczne. Pierre Wache potwierdził, że to drugi duży krok w rozwoju, który ma pozwolić Verstappenowi realnie włączyć się do walki o zwycięstwa, choć szef zespołu Laurent Mekies studzi nastroje, twierdząc, że same ulepszenia w Austrii mogą nie wystarczyć.
Verstappen ostrzega zespół przed najtrudniejszym krokiem
Sam kierowca podchodzi do nowinek z dużym dystansem. Podczas spotkania z mediami w Austrii zauważył, że dotychczasowe postępy były stosunkowo proste do osiągnięcia ze względu na dużą stratę na starcie sezonu. Teraz zaczynają się schody, ponieważ rywale z Ferrari, Mercedesa i McLarena również nie stoją w miejscu. Verstappen podkreśla, że bolid potrzebuje nie tylko niższej wagi, ale przede wszystkim lepszego balansu, większego docisku i sprawniejszego wybierania nierówności na torze.
„To oczywiście łatwiejsze kroki, gdy jesteś daleko z tyłu. Najtrudniejszy jest zawsze ten ostatni etap, aby naprawdę walczyć o wygraną” – przyznał Max Verstappen. Holender nie ukrywa, że obecna forma zespołu jest daleka od satysfakcjonującej. Zapytany o to, czy czwarte miejsce w układzie sił przed przerwą letnią zmusi go do ponownej oceny swojej przyszłości, odpowiedział wymijająco: „Zobaczymy. Trudno teraz na to odpowiedzieć. Nie lubimy być czwartym zespołem, więc chcemy być lepsi”.
