Max Verstappen wyrasta na najgłośniejszego krytyka rewolucji technicznej zaplanowanej na 2026 rok. Czterokrotny mistrz świata nie ukrywa niechęci do nowych przepisów, które kładą ogromny nacisk na napęd elektryczny i aktywną aerodynamikę. Holender wprost porównał nadchodzące maszyny do „Formuły E na sterydach”, co wywołało poruszenie w padoku podczas Grand Prix Australii.
Krytyka ze strony lidera Red Bulla jest wyjątkowo ostra. Verstappen przyznał, że czuje pustkę, gdy sprawdza limity obecnych konstrukcji w kwalifikacjach, i wezwał FIA do podjęcia natychmiastowych działań. Jego frustracja podsyca plotki o możliwym odejściu z Formuły 1 po wygaśnięciu kontraktu w 2028 roku. Mimo to szef zespołu, Laurent Mekies, uspokaja fanów i twierdzi, że motywacja kierowcy w codziennej pracy pozostaje na najwyższym poziomie.
Problemy z energią na torze Albert Park
Nowe jednostki hybrydowe zakładają równy podział mocy między silnik spalinowy a komponenty elektryczne. To rozwiązanie już teraz budzi obawy, co było widać na torze w Melbourne. Samochody traciły prędkość na długich prostych, mimo że kierowcy trzymali nogę na gazie. Mekies podkreśla jednak, że Verstappen potrafi odstawić osobiste preferencje na bok, gdy siada do analizy danych z inżynierami i walczy o każdą tysięczną sekundy.
Przyszłość regulacji pozostaje otwarta. Red Bull, FIA i władze Formuły 1 prowadzą rozmowy o ewentualnych poprawkach, jeśli nowe bolidy nie spełnią oczekiwań na różnych typach torów. Kluczowym testem mają być zawody w Chinach, gdzie zapotrzebowanie na energię jest mniejsze niż w Australii. Zespół liczy, że zebrane tam dane pozwolą wypracować kompromis, który zadowoli najbardziej wymagającego kierowcę w stawce.
