Korupcja w polskim futbolu, Dawidowicz droższy od połowy klubu, Szczęsny i Kosecki naprawiają system szkolenia oraz (tu sensacja) kontuzja… Milika, czyli Męczy Nas Piłka #1.

Wojciech SzelągWojciech Szeląg
26 lipca 2025 16:54
Korupcja w polskim futbolu, Dawidowicz droższy od połowy klubu, Szczęsny i Kosecki naprawiają system szkolenia oraz (tu sensacja) kontuzja… Milika, czyli Męczy Nas Piłka #1.

Z polską piłką nie ma nudy, niezależnie od tego, czy akurat gramy o wyjście z grupy na Euro, czy kopiemy się po czołach w kwalifikacjach do kwalifikacji do europejskich pucharów. Ostatnie dni tradycyjnie już obfitowały w mnóstwo ciekawych wydarzeń, więc jeśli nie mieliście dostępu do neta, to chętnie streszczę Wam co w trawie piszczy.

Piłkarze Lecha Poznań nie mieli najmniejszych problemów z ograniem mistrzów Islandii i bardzo pewnie zwyciężyli we wtorkowym spotkaniu z Breidablik w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów. Wynik 7:1 sprawia, że Kolejorz poleci na rewanż ze względnym spokojem, natomiast przy Bułgarskiej równie sporo co na boisku, działo się na trybunach. Wszystko to za sprawą młodego kibica Lecha, który albo o jeden raz za dużo obejrzał “Piłkarski Poker” Janusza Zaorskiego, albo ma rodzinę w niedalekich Wronkach. W czym rzecz?

Otóż w trakcie tamtego spotkania belgijski arbiter Jasper Vergoote kilka razy zmuszony był do skorzystania z technologii VAR. W trakcie jednej z takich sytuacji młody fan Kolejorza stwierdził, że sądy sądami, natomiast sprawiedliwość musi być po naszej stronie i postanowił zaproponować sędziemu… banknot 20-złotowy. Rozjemca z Belgii (o dziwo) nie skusił się na tak hojną ofertę, na szczęście mistrzowie Polski poradzili sobie bez jego pomocy i ograli Islandczyków, a kibic z Poznania zachował banknot, który lada dzień będzie mógł spożytkować chociażby na chipsy lub gumę balonową w szkolnym sklepiku.

*

Paweł Dawidowicz zmienił klub. Nie, nie wiedzieć czemu na usługi reprezentanta Polski nie skusiły się ani Inter, ani Milan, ani Napoli, ani żaden inny z gigantów calcio, a nowym pracodawcą 30-letniego defensora został beniaminek ligi saudyjskiej, Al-Hazem FC. Kończy się zatem włoski epizod w karierze Dawidowicza, były defensor Lechii Gdańsk spędził w Veronie siedem sezonów, w trakcie których rozegrał ponad 140 spotkań na poziomie Serie A, a przenosiny do Arabii Saudyjskiej być może nie są awansem sportowym, natomiast jeśli idzie o kwestie finansowe, to reprezentacyjny obrońca wygrał los na loterii.

Okazuje się bowiem, że Dawidowicz podpisał z beniaminkiem Saudi Pro League kontrakt do czerwca 2027 roku, a przez ten okres będzie inkasował 1,3 miliona euro rocznie. Netto! To gigantyczne pieniądze (blisko pół miliona złotych miesięcznie “na czysto”), na które piłkarz w jego wieku oraz - co tu się oszukiwać - z jego umiejętnościami raczej w Europie nie mógłby liczyć. No cóż, szkoda, pozostaje wierzyć, że nowy selekcjoner nie zrazi się co do egzotycznego kierunku, pod jakim swoją karierę postanowił kontynuować filar polskiej defensywy za kadencji Michała Probierza i nie przyjdzie mu do głowy szalony pomysł, aby skreślić Pawła Dawidowicza przed wrześniowymi meczami z Finlandią oraz Holandią. Panie Janie, niech Pana ręka boska broni…

*

Wojciech Szczęsny wystąpił na kanale “Foot Truck” u Łukasza Wiśniowskiego. Obaj panowie poruszyli sporo ciekawych wątków dotyczących m.in. rywalizacji w bramce Dumy Katalonii oraz sposobu załatwienia kwestii opaski kapitańskiej w reprezentacji Polski przez Michała Probierza, natomiast były golkiper Biało-Czerwonych w swoim stylu nie gryzł się w język i zdradził, co jego zdaniem pomogłoby poprawić jakość polskiego futbolu oraz samych piłkarzy w dłuższej perspektywie. A zresztą, posłuchajcie sami…

Myślicie, że takie rozwiązania w Polsce są możliwe? Podejrzewam, że wątpię… I nie mam tutaj wcale na myśli ekskluzywnej restauracji czy beach clubu, ale nawet zwykłą budę z kebabem lub skwerek na blokowisku, na którym zarządca osiedla zasiał trawę i on tę trawę zasiał, żeby ona (ta trawa) rosła na chwałę jego i całej społeczności, a nie żeby smarkacze po niej (po tej trawie) za piłką biegali i szkody robli!

*

A propos - swoje spostrzeżenia na temat szkolenia oraz wychowywania następców Roberta Lewandowskiego zaprezentował także mający ostatnio swoje pięć minut w polskich mediach Roman Kosecki. Były kapitan reprezentacji Polski był gościem Piotra Karpińskiego w podcaście Eurosportu. Właściciel szkółki piłkarskiej Kosa Konstancin wspomniał w trakcie audycji o zabawnej sytuacji dotyczącej jednego z chłopców.

Otóż podczas rozmowy Kosecki narzekał, że skąd my mamy wziąć zdrowych, wysportowanych i zaprawionych w boju chłopaków, skoro 99% z nich na trening podwozi samochodem mama, nawet jeśli dystans do pokonania pomiędzy domem, a obiektami szkółki wynosi kilkaset metrów. Wówczas jeden z chłopców się obruszył, że otóż nie, bo akurat on przyjechał na trening rowerem. Kosecki aż podskoczył z zachwytu, błyskawicznie pochwalił chłopca przy całej grupie i postawił go za wzór, co tamten z rezonem skwitował, że na trening przyjechał… Land Roverem.

*

Swoje spotkania w kwalifikacjach do kwalifikacji do kwalifikacji do europejskich pucharów w środku tygodnia wygrały Lech, Jaga oraz Raków, nie przegrała także warszawska Legia, która na papierze miała najbardziej wymagającego rywala i wywiozła cenny remis z czeskiej Ostrawy. Wynik 2:2 stawia zdobywców Pucharu Polski w dość komfortowym położeniu przed czwartkowym rewanżem na Ł3, natomiast warto pamiętać, że nie byłby on możliwy, gdyby nie kolejny kapitalny występ Kacpra Chodyny.

Najpierw młody skrzydłowy Legii kapitalnym strzałem z narożnika pola karnego nie dał najmniejszych szans golkiperowi Banika i doprowadził do remisu 1:1…

… a kilka minut później znalazł się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu, uniknął spalonego i bardzo pewnie z najbliższej odległości ustalił wynik spotkania.

*

Problemów z awansem do 3. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy nie powinni mieć piłkarze Rakowa Częstochowa. Podopieczni Marka Papszuna bardzo pewnie ograli przed własną publicznością MSK Zilina, a zwycięstwo 3:0 sprawia, że słowacki rewanż powinien być wyłącznie formalnością. Wygrana Rakowa, chociaż bardzo okazała, przez długi czas nie była wcale tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Worek z bramkami rozwiązał się dopiero po zmianie stron, a wszystko to za sprawą trafienia Oskara Repki, albo inaczej - gola imienia Marka Papszuna.

Nie wierzycie? Szkoleniowiec Rakowa słynie z bardzo… praktycznego podejścia do futbolu, a w jego filozofii cel uświęca środki, czyli gol strzelony brzuchem z metra jest cenny tak samo, jak bramka zdobyta nożycami po widłach zza pola karnego. Niedowiarkom przypominamy gola strzelonego przez Raków Karabachowi Agdam przed dwoma laty w kwalifiakcjach Ligi Mistrzów. I co, wygląda znajomo?

*

Na koniec smutna wiadomość. Tyleż smutna, co niespodziewana. Otóż kontuzji u progu sezonu doznał… Arkadiusz Milik. Napastnik Juventusu Turyn wypadł z gry tuż przed startem Euro 2024 i nie wrócił na boisko po dziś dzień, natomiast z jego obozu płynęły informacje, że były snajper reprezentacji Polski sporo sobie obiecuje po rozpoczynającym się za moment sezonie i chciałby powalczyć o miejsce w ataku Starej Damy.

No cóż, te ambitne plany trzeba będzie póki co odłożyć na półkę. Tym razem Arkadiusz Milik nie poległ jednak w starciu z wiązadłami, przywodzicielem, łydką, bądź pachwiną, lecz pokonała go… sztanga na siłowni! W trakcie przedsezonowych przygotowań Milik uległ fatalnemu wypadkowi na sali ćwiczeń, natomiast szczęśliwie dla niego z gabinetów Starej Damy płyną dobre wiadomości i ponoć przerwa nie potrwa zbyt długo, a snajper Juve będzie lada dzień do dyspozycji Igora Tudora oraz Jana Urbana.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!