Maja Chwalińska przystępuje do turnieju Cincinnati Open w momencie, gdy oczy całego tenisowego świata są zwrócone na jej kolejny krok. Po historycznym sukcesie w Paryżu, gdzie jako kwalifikantka dotarła aż do finału, polska zawodniczka musi zmierzyć się z nową rzeczywistością i ogromnymi oczekiwaniami.
Agnieszka Radwańska w rozmowie z Tennis365 zwróciła uwagę na trudności, jakie czekają jej rodaczkę po awansie na 23. miejsce w rankingu WTA. Chwalińska od czasu czerwcowego finału Roland Garros rozegrała zaledwie dwa spotkania, zmagając się m.in. z kontuzją kostki podczas Wimbledonu. Teraz czeka ją debiut w Cincinnati, gdzie w pierwszej rundzie zmierzy się z Cristiną Bucsą, próbując przełamać serię porażek na twardej nawierzchni.
Presja i zmiana nawierzchni kluczowe
Była wiceliderka światowego rankingu podkreśla, że wejście do czołowej trzydziestki zmienia wszystko w życiu tenisistki. Chwalińska po raz pierwszy w karierze będzie regularnie rywalizować z zawodniczkami z top 50 i top 70, co wiąże się z zupełnie innym rodzajem obciążenia psychicznego. Według zagranicznych doniesień, Radwańska widzi w 24-latce tytana pracy, ale nie ukrywa, że najbliższy czas będzie dla niej niezwykle wymagający pod kątem mentalnym.
„To nie będzie łatwe, na pewno. Ale myślę, że ona jest dziewczyną, która całe życie chciała tu być. Jest też bardzo pracowita, więc mam nadzieję, że to zrobi. To zdecydowanie będzie wymagające kilka miesięcy, a presja będzie większa” – oceniła Agnieszka Radwańska. Legenda polskiego tenisa zauważyła również, że styl gry Chwalińskiej, który przyniósł jej sukces na mączce, może wymagać korekt podczas gry na kortach twardych w USA.
„Na korcie twardym będzie ciężko. Nie widzę u niej dokładnie tego samego tenisa, który prezentowała w Paryżu. Myślę, że na kortach twardych musi nieco przyspieszyć swoją grę. Ale wszyscy chcemy to zobaczyć w tym roku. Prawdopodobnie jednak to mączka jest jej nawierzchnią” – dodała Radwańska. Chwalińska, która przed Roland Garros zajmowała 114. lokatę, musi teraz udowodnić, że jej awans do elity nie był dziełem przypadku.
