Zheng Qinwen opuszcza Paryż w fatalnym nastroju. Chińska tenisistka, która jeszcze niedawno zajmowała czwarte miejsce w rankingu WTA, przegrała w pierwszej rundzie French Open z polską kwalifikantką Mają Chwalińską. Porażka 4:6, 0:6 oznacza dla niej sportową katastrofę i wypadnięcie z pierwszej setki światowego zestawienia. Podczas konferencji prasowej zawodniczka nie potrafiła powstrzymać łez, gdy dziennikarze pytali o przyczyny tak bolesnej klęski na kortach imienia Rolanda Garrosa.
Problemy Chinki zaczęły się od poważnej kontuzji łokcia, która wymusiła operację i długą przerwę w startach. Finalistka Australian Open z 2024 roku wróciła do gry w lutym, ale nie potrafi odnaleźć dawnej formy. W starciu z Chwalińską Zheng czuła ogromną presję, która sparaliżowała jej poczynania na korcie numer 7. Tenisistka przyznała, że kluczowy był ósmy gem pierwszego seta, po którym całkowicie straciła kontrolę nad meczem, przegrywając siedem punktów z rzędu.
Dramatyczny zjazd w rankingu WTA
Skutki tej porażki są dla Zheng bezlitosne. Rok temu dotarła w Paryżu do ćwierćfinału, co oznaczało konieczność obrony 430 punktów. Przegrana w otwarciu turnieju sprawia, że straci aż 420 oczek, co przełoży się na spadek o 63 miejsca w rankingu na żywo. Chinka zajmie 114. pozycję i będzie musiała budować swoją pozycję niemal od zera. Zawodniczka narzekała na trudne warunki pogodowe oraz ciasnotę mniejszego kortu, gdzie w pewnym momencie przypadkowo uderzyła sędziego liniowego.
Mimo ogromnego rozczarowania i emocjonalnego załamania przed mediami, Zheng stara się szukać pozytywów w nowej sytuacji. Twierdzi, że konieczność gry w mniejszych turniejach pozwoli jej rozegrać więcej meczów i odzyskać niezbędny rytm startowy. Przyznała jednak otwarcie, że presja związana z powrotem na korty Rolanda Garrosa, gdzie w 2024 roku zdobyła złoty medal olimpijski w singlu, tym razem okazała się zbyt wielka do udźwignięcia.
