Niedzielny mecz z Legią Warszawa zakończył się dla Wisły Kraków porażką 0:2, ale Jarosław Królewski nie zamierza przechodzić nad wydarzeniami przy Łazienkowskiej do porządku dziennego. W poniedziałek opublikował na X obszerny wpis, w którym przedstawił własną ocenę spotkania i dał jasno do zrozumienia, że wynik nie zamyka dla niego sprawy.
Królewski przede wszystkim nie zgadza się z narracją, według której Legia po prostu okazała się wyraźnie lepsza i zasłużenie przejęła kontrolę nad wydarzeniami.
Jego zdaniem kluczowe było to, co wydarzyło się około 24. minuty. Właściciel Wisły uważa, że najpierw jego drużynie należał się rzut karny, następnie nie powinna zostać uznana bramka Legii, a chwilę później Biała Gwiazda ponownie miała podstawy do domagania się jedenastki.
To właśnie od tego momentu — według Królewskiego — cały obraz meczu miał się zmienić. Przytoczył przy tym statystyki z pierwszych 25 minut. Wisła prowadziła w strzałach 3:1, miała 55 procent posiadania piłki, a jej współczynnik xG wynosił 0,59 przy 0,17 Legii.
Królewski przekonuje, że nie można później po prostu analizować wyniku, odejmując lub dodając poszczególne kontrowersyjne sytuacje.
Jego argument jest inny: jedna decyzja sędziowska może zmienić sposób gry obu zespołów, poziom ryzyka, ustawienie czy podejście zawodników. W jego ocenie Legia po objęciu prowadzenia mogła już grać znacznie ostrożniej i kontrolować spotkanie na swoich warunkach.
Na arbitrze lista zarzutów jednak się nie kończy. Królewski wrócił także do braku kibiców Wisły na stadionie. Do tego dołożył butelkę rzuconą z trybun na murawę, nieprawidłowy herb krakowskiego klubu prezentowany na telebimach oraz problemy przy wyczytywaniu nazwisk zawodników Białej Gwiazdy.
Według jego relacji do Wisły miało wpłynąć wiele wiadomości dotyczących pracy stadionowego spikera. Królewski jako przykład wskazał „Artura Rodado”, a także używanie niektórych nazwisk w formie żeńskiej.
– Trudno oprzeć się wrażeniu, że przynajmniej część tych zachowań była celowa – napisał.
W swoim wpisie poruszył również sposób relacjonowania spotkania przez telewizję. Zwrócił uwagę na dobór zapraszanych gości oraz — jego zdaniem — pomijanie części niewygodnych tematów.
Ostatecznie Królewski potraktował więc niedzielne 0:2 nie jako zamknięty rozdział, lecz jako kolejny element znacznie szerszego sporu.
– Sportowa rywalizacja powinna opierać się na szacunku, uczciwości i równych zasadach. Nawet pomiędzy największymi rywalami – podkreślił.

