AS Monaco zajmuje obecnie odległe, dziewiąte miejsce w lidze i drży o swój los w Lidze Mistrzów. Mark Hateley twierdzi, że klub stracił czujność i popadł w niebezpieczne samozadowolenie.
Emerytowany napastnik uważa, że Monaco przez lata przyzwyczaiło się do obecności w czołowej trójce, co uśpiło czujność osób odpowiedzialnych za rekrutację. Według niego klub zdjął nogę z gazu, zakładając, że dotychczasowe metody wystarczą do rywalizacji z Paris Saint-Germain. Hateley podkreśla, że w miejscu takim jak Monako, gdzie frekwencja na trybunach jest niska, kluczowe jest sprowadzanie graczy o silnej psychice. Piłkarze muszą sami generować presję i posiadać wysoką zdolność do autostymulacji, by wygrywać mecze.
Anglik wspomina swoje przejście z Mediolanu do Monaco jako ucieczkę przed uwielbieniem ultrasów Milanu, co było na rękę Silvio Berlusconiemu. W księstwie spotkał rewolucyjnego trenera, Arsene'a Wengera, który w pierwszej rozmowie zapowiedział jedynie, że poprawi jego kondycję i pozwoli grać tak, jak we Włoszech. Ta współpraca szybko przyniosła mistrzostwo oraz puchar kraju. Hateley zauważa jednak, że dzisiejszy futbol produkuje zbyt wielu naśladowców, a za mało liderów, którzy potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje boiskowe decyzje.
Analizując sytuację w Ligue 1, były reprezentant Anglii dostrzega szansę dla innych ekip w słabszej dyspozycji PSG. Paryżanie nie są już maszyną miażdżącą każdego rywala, co otwiera drzwi do walki o tytuł i przyciąga sponsorów. Hateley zaznacza jednak, że Monaco musi wrócić do podstaw i przestać liczyć na to, że same pieniądze rozwiążą problemy kadrowe. Bez odpowiedniej mentalności i zawodników potrafiących grać przy małej publiczności, powrót na szczyt francuskiej piłki może okazać się niemożliwy.
