Cesc Fabregas wyrasta na jednego z najbardziej rozchwytywanych trenerów w Europie po tym, jak wywalczył z Como historyczny awans do europejskich pucharów. Choć Hiszpan jest mocno kojarzony z Barceloną, nie wyklucza w przyszłości pracy w Realu Madryt. Jak donoszą media, praca 37-latka budzi podziw u największych gigantów futbolu.
Szkoleniowiec włoskiego zespołu przyznał w rozmowie z Cadena Cope, że nie wyznaczył sobie żadnej czerwonej linii, która blokowałaby mu drogę do Madrytu. Fabregas zaznaczył jednak, że obecnie skupia się wyłącznie na projekcie w Como, gdzie jest nie tylko trenerem, ale i udziałowcem klubu. Hiszpan ma tam pełną kontrolę nad transferami i podkreśla, że czuje się bardzo szczęśliwy w miejscu, które pozwala mu na ciągły rozwój zawodowy.
Zasady w szatni i podziw dla Ancelottiego
Fabregas odniósł się również do głośnego incydentu w Realu Madryt, gdy Vinicius Junior zareagował negatywnie na decyzję Xabiego Alonso o zdjęciu go z boiska. Trener Como stwierdził stanowczo, że nikt nie jest silniejszy ani ważniejszy od zespołu. Jego zdaniem kluczem do sukcesu jest jedność grupy, a szkoleniowiec musi zawsze podejmować decyzje z myślą o dobru całej drużyny, nawet jeśli wiąże się to z trudnymi reakcjami gwiazd.
Były pomocnik wyznał, że jako piłkarz najbardziej chciałby współpracować z Carlo Ancelottim, doceniając przede wszystkim ludzką stronę włoskiego trenera. Jednocześnie Fabregas wykluczył możliwość bycia asystentem, ponieważ interesuje go wyłącznie rola pierwszego szkoleniowca. W kwestii transferów dodał, że nie rozmawiał z Realem Madryt o przyszłości Nico Paza, ale uważa, że kolejny rok spędzony w Como byłby dla młodego zawodnika bardzo korzystny.
