Liam Lawson miał być nową gwiazdą Formuły 1 – młody, ambitny, nieustraszony. Jednak bajka o Nowozelandczyku w Red Bull Racing zakończyła się boleśnie szybko. Po dwóch zaledwie Grand Prix, zanim jeszcze na poważnie rozgrzały się plotki o wielkiej karierze u boku Verstappena, Liam musiał opuścić zespół. Co tak naprawdę stało się z “cudem z Antypodów”? Czy Red Bull nie dał szansy, czy może to on jej nie wykorzystał? Odpowiedzi są bardziej zaskakujące, niż mogłoby się wydawać.
W skrócie:
- Liam Lawson został wyrzucony z Red Bull Racing po zaledwie dwóch wyścigach w sezonie 2025, nie dostając – jego zdaniem – realnej szansy na rozwój i poprawę samochodu.
- Jego miejsce zajął Yuki Tsunoda, jednak wyniki Japończyka są równie rozczarowujące – w dziesięciu startach zdobył tylko 7 punktów.
- Lawson twierdzi, że brak czasu i możliwości testów nie pozwolił mu nauczyć się bolidu RB21 ani wykorzystać wprowadzanych udoskonaleń.
Nie miał nawet szansy zapiąć pasów? Szokujące kulisy zwolnienia Lawsona
Niektórym marzenia rzeczywiście uciekają sprzed nosa. To, co wydarzyło się z Liamem Lawsonem w Red Bull Racing, przypomina raczej szybki pit-stop niż wielki powrót do Formuły 1 – i to taki nie do końca udany.
Zacznijmy od faktów: Lawson został przyspieszony do zespołu po rozstaniu z rutynowanym Sergio Pérezem jako “następca tronu”, mogący wspólnie z Maxem Verstappenem utrzymać Red Bulla na szczycie. Problem? RB21 okazał się dla młodego kierowcy prawdziwą bestią nie do ujarzmienia – już w Australii nie dojechał do mety, a w Chinach był dopiero dwunasty. Po dwóch rundach krótkie rozdziały zostały zamknięte.
Ale w tym paddockowym dramacie jest jeszcze więcej smaczków. Lawson, wyraźnie rozczarowany całą sytuacją, podsumował ją dość gorzko:
“Nie miałem nawet zbliżonej do wystarczającej ilości czasu, żeby na tych dwóch torach, na których nigdy wcześniej nie jeździłem, zrozumieć auto. Pracowaliśmy nad pewnymi rzeczami, by dopasować bolid, ale nigdy nie dano mi okazji, by je wprowadzić.”
Mówiąc wprost – wszystko rozegrało się tak szybko, że nawet nie miał kiedy nacisnąć wszystkie przyciski na kierownicy.
Kolejna ironia losu? Za Lawsona wskoczył Yuki Tsunoda. Efekt? Tylko siedem punktów w dziesięciu wyścigach – wynik, który raczej nie pasuje do wyśrubowanych oczekiwań Red Bulla. Można więc zapytać: czy problem faktycznie leżał w kierowcy, czy może jednak w trudnym do okiełznania sprzęcie?
Lawson, świeżo cofnięty do Racing Bulls, nie szczędzi samokrytyki, ale i nie ukrywa frustracji:
“To moja pierwsza pełna kampania w F1. Cały czas się uczę, łapię kolejne niuanse. Inni jadą do przodu dzięki ciągłym ulepszeniom, my sami musimy znaleźć czas na okrążeniu przez upgrade’y. Bez długofalowej szansy trudno tu o spektakularne wyniki.”
Rozgrywki w Red Bull Racing to nie było typowe “fifty-fifty”. Lawson wypadł, zanim tak naprawdę zdążył wejść do gry. Rynek transferów, kulisy testów, polityka zespołowa – w tym świecie pędzi nie tylko bolid, ale też decyzje. I czasem nawet rekordowy pit-stop nie wystarczy.
Nie wierzysz? Sprawdź statystyki wyścigów po zmianie w składzie – wyniki Tsunody nie odbiegają wcale od tego, co mógłby wykręcić “niedoświadczony” Lawson. Może więc chodziło o coś zupełnie innego niż “prędkość na torze”?
