Mariusz Misiura został zapytany o to, które miejsce zajmie na koniec sezonu Wisła Płock. Szkoleniowiec mocno zaskoczył swoją odpowiedzią.
Gdy dziennikarz zapytał Mariusza Misiurę, czy patrzy w górę tabeli czy raczej w jej środek, odpowiedź zaskoczyła swoją szczerością.
„Gdybyście obiecali mi tysiąc złotych za wymienienie dwóch zespołów nad nami i trzech pod nami, to bym przegrał. Naprawdę" — powiedział szkoleniowiec Wisły Płock.
Co więcej, trener wprost przyznaje, że nawet nie zaglądał do tabeli.
„Nie otwierałem w tym tygodniu tabeli ani razu — otwierałem pliki z treningami" — dodał Misiura.
Jego filozofia opiera się na prostym przekazie: liczy się regularność, a nie pozycja w tabeli w połowie sezonu.
Punkt odniesienia jest dla niego jeden — 39 zdobytych punktów i szacunkowa liczba oczek potrzebna do realizacji celu.
„Wiem, ile punktów mamy i ile mniej więcej potrzeba do realizacji celu" — zaznaczył, nie precyzując przy tym, o jakim celu mowa. „Wierzę, że jak otworzymy tabelę wspólnie po ostatniej kolejce, będziemy po prostu zadowoleni" – dodał.
Kontekst wypowiedzi Misiury jest o tyle wymowny, że jeszcze zimą Wisła Płock przewodziła stawce Ekstraklasy. Kryzys w drugiej części sezonu sprawił, że drużyna odsunęła się od czołówki, lecz zachowała pozycję w górnej połowie tabeli. Za plecami Płocczan robi się jednak coraz ciaśniej — Raków i GKS Katowice mają po tyle samo punktów co drużyna Misiury. Jedna wpadka może Nafciarzy pozbawić pozycji w górnej połowie klasyfikacji.
