Stefanos Tsitsipas przyznał, że przez nawracające problemy z plecami przestał czerpać radość z gry w tenisa. Grek otwarcie opowiedział o frustracji towarzyszącej mu podczas trudnego sezonu 2025.
Poprzedni rok był dla dwukrotnego finalisty wielkoszlemowego prawdziwym koszmarem. Choć w marcu 2025 roku wygrał turniej w Dubaju i na chwilę wrócił do czołowej dziesiątki, jego forma gwałtownie spadła. Porażka w drugiej rundzie French Open z Matteo Gigante oraz krecz w pierwszej rundzie Wimbledonu przeciwko Valentinowi Royerowi obnażyły skalę problemów zdrowotnych. Sezon zakończył z bilansem 22-18, spadając z 11. na 36. miejsce w rankingu ATP po wycofaniu się z gry we wrześniu.
Grek wyznał, że czuł się jak obserwator, a nie uczestnik touru, co było dla niego wyjątkowo bolesnym doświadczeniem. Niepewność co do przyszłości towarzyszyła mu nawet podczas zwycięskich chwil w Dubaju. Ból pleców nasilał się wiosną, sprawiając, że zdrowie stało się ważniejsze niż sportowa rywalizacja. Tsitsipas odwiedzał licznych specjalistów, czekając na moment, w którym jego organizm w końcu pozwoli mu na powrót do normalnych treningów i walki o najwyższe cele na korcie.
Początek 2026 roku przynosi jednak nadzieję na przełamanie złej passy. Obecnie 32. zawodnik świata wygrał siedem z dziewięciu rozegranych meczów w nowym sezonie. W Rotterdamie pewnie pokonał Arthura Rinderknecha 7-5, 6-3, meldując się w kolejnej rundzie. Teraz czeka go starcie z reprezentantem gospodarzy, Boticiem van de Zandschulpem. Mimo udanego startu, Tsitsipas nie ukrywa, że jeszcze niedawno miał ogromne wątpliwości, czy kiedykolwiek zdoła utrzymać wysoki poziom i kontynuować profesjonalną karierę.
