Coco Gauff zameldowała się w czwartej rundzie Wimbledonu po wyczerpującym, trzysetowym starciu z Claire Liu. Choć siódma rakieta świata wygrała 6:3, 6:7, 6:2, to na korcie numer jeden ponownie walczyła nie tylko z rywalką, ale i z własnym serwisem. Jak donoszą media, Amerykanka mimo współpracy z ekspertem od biomechaniki wciąż notuje najwięcej podwójnych błędów w całym cyklu WTA.
Podczas konferencji prasowej Gauff nie gryzła się w język, oceniając swoją postawę na trawiastych kortach All England Clubu. Przyznała, że w kluczowych momentach brakowało jej stabilizacji, a gra na tej nawierzchni wciąż stanowi dla niej ogromne wyzwanie adaptacyjne. Tenisistka zauważyła, że w starciu z Liu odeszła od schematów, które wcześniej dawały jej przewagę, co niepotrzebnie skomplikowało losy pojedynku i zmusiło ją do rozegrania decydującej partii.
Problemy z podaniem i walka o przełamanie klątwy
Najwięcej emocji wzbudził temat serwisu, który od dwóch sezonów jest głównym punktem dyskusji wokół gry Gauff. „Myślę, że mogę wprowadzić więcej różnorodności do mojego podania. Z drugiej strony, serwis wyciągnął mnie też z kilku trudnych gemów. To po prostu jeden z tych dni, kiedy muszę wierzyć w swoje uderzenie, bo ostatnio serwowałam dobrze” – wyjaśniła zawodniczka. Gauff podkreśliła, że tym razem mierzyła się z lepiej returnującą przeciwniczką, co wymuszało na niej podejmowanie większego ryzyka.
Teraz przed Amerykanką starcie z Belindą Bencic, które może być punktem zwrotnym w jej karierze. Gauff już trzykrotnie odpadała z Wimbledonu właśnie na etapie czwartej rundy, co czyni tę fazę turnieju jej sportową piętą achillesową. Zwycięstwo nad Szwajcarką pozwoliłoby jej po raz pierwszy awansować do ćwierćfinału tego wielkoszlemowego turnieju. Bilans bezpośrednich spotkań przemawia za Gauff, która wygrała pięć z siedmiu meczów przeciwko Bencic, w tym ostatni podczas Miami Open 2026.
