Cracovia potrzebuje zaledwie punktu, by zachować miejsce w Ekstraklasie, tymczasem Korona Kielce — już pewna utrzymania — przyjeżdża do Krakowa z apetytem na zwycięstwo, a jej trener Jacek Zieliński ma przed sobą sentymentalną podróż.
Po 33 kolejkach Cracovia zajmuje 14. miejsce z dorobkiem 41 punktów. Forma Pasów niepokoi: cztery kolejne remisy i porażka z Rakowem to bilans ostatnich pięciu spotkań. W tej sytuacji jedno oczko w meczu z Koroną dałoby Krakowianom matematyczną pewność pozostania w elicie.
Korona Kielce jest w zupełnie innym położeniu. Zwycięstwo nad Widzewem Łódź w minionej kolejce zamknęło kwestię utrzymania i — jak przyznał pomocnik Hubert Zwoźny — zdjęło z drużyny ogromny ciężar.
„Gdybyśmy nie odnieśli zwycięstwa, moglibyśmy spaść z Ekstraklasy. Zgarnęliśmy jednak trzy punkty i teraz w dobrych humorach jedziemy do Krakowa, żeby wygrać" — powiedział Zwoźny, nie pozostawiając wątpliwości co do nastroju w szatni.
Kielczanie zajmują 12. miejsce z 42 punktami, a wyjazdowa wygrana pozwoliłaby im zrealizować zakładany na ten sezon cel, jakim — według słów trenera — było uplasowanie się między szóstą a dziesiątą lokatą w tabeli.
Dla Jacka Zielińskiego wizyta na stadionie przy ulicy Kałuży ma wymiar osobisty. Szkoleniowiec Korony spędził w Cracovii pięć lat i z własnej inicjatywy zaznaczył, że nie zamierza udawać, iż mecz jest dla niego jak każdy inny.
„Skłamałbym, że nie zwracam uwagi na to, że gramy akurat z Cracovią. Spędziłem tam pięć fajnych lat. Współpracowałem z fajnymi ludźmi i dobrze wspominam pracę ze Ś.P. Profesorem Filipakiem" — powiedział trener.
Szkoleniowiec Kielczan postawił jednak wyraźną granicę:
„Tego się nie wymaże, ale teraz stoimy po dwóch przeciwnych stronach barykady i tak to w piłce wygląda".
Zieliński zapowiedział przyjazd najsilniejszym składem — wszyscy zawodnicy są zdrowi i do jego dyspozycji. Jednocześnie ostrzegł przed zlekceważeniem rywala.
„Cracovia groźna jest szczególnie u siebie. Trybuny na stadionie przy Kałuży potrafią ponieść. Mają teraz swoje słabsze chwile, ale to wciąż dobra drużyna" — ocenił.
Dodatkowym bodźcem dla jego podopiecznych ma być obecność reprezentacyjnych obserwatorów: pięciu zawodników Korony po zakończeniu sezonu wyjeżdża na zgrupowania swoich kadry, co zdaniem Zielińskiego nie pozostanie bez wpływu na ich nastawienie.
Na indywidualną motywację wskazał też Zwoźny, który w minionym sezonie rywalizował o miejsce w składzie z Wiktorem Długoszem. „
Rywalizacja w tym sezonie była bardzo duża. Ja lepiej czuję się w defensywie. Wychodziłem na mecze, w których chodziło głównie o defensywę" — wyjaśnił pomocnik, który przy okazji przyznał, że musi poprawić swoje liczby w statystykach ofensywnych.
Do meczu z Widzewem podszedł jednak z nastawieniem, które — jak sam opisał — przyniosło rezultat: z uśmiechem na twarzy podchodził do pojedynków z Mariuszem Fornalczykiem i drużyna zwyciężyła.
W tle piątkowego meczu rysują się już plany transferowe Korony na kolejny sezon. Zieliński dał do zrozumienia, że rewolucji w składzie nie będzie — klub postawi na ewolucję, zakładającą pozyskanie dwóch, trzech wzmocnień. Z wypożyczeń mają wrócić Daniel Bąk i Jakub Budnicki. Szansę na minuty w Krakowie może dostać Konrad Ciszek, określony przez trenera jako „jeden z pierwszych zmienników".
Konkretne decyzje transferowe zapadną jednak dopiero po zakończeniu sezonu — Zieliński wraz z dyrektorem Łukaszem Maciejczykiem wezmą udział w Gali Ekstraklasy, a następnie, po finale regionalnego Pucharu Polski, zasiądą do rozmów o kształcie drużyny.
