Niedzielne starcie Olympique Marsylia ze Stade Rennais niemal na pewno jest ostatnim meczem Habiba Beye w roli szkoleniowca gospodarzy. Jak donosi L’Équipe, krótka przygoda trenera na Stade Vélodrome dobiega końca. Choć Beye przejął zespół z nadziejami na sukces, rzeczywistość okazała się brutalna dla obu stron.
Beye objął stery w Marsylii jako następca Roberto De Zerbiego, gdy klub zajmował czwarte miejsce w tabeli Ligue 1. Postawiono przed nim dwa konkretne cele: awans do Ligi Mistrzów oraz dotarcie do finału Pucharu Francji. Szkoleniowiec, który wcześniej w tym sezonie stracił pracę w Rennes, nie zdołał wypełnić żadnego z tych zadań. Zespół pod jego wodzą zanotował wyraźny regres, co wywołało napięcia na każdym szczeblu klubowej hierarchii.
Grégory Lorenzi bierze sprawy w swoje ręce
Sytuacja w tabeli jest alarmująca, ponieważ Marsylia zajmuje obecnie dopiero szóste miejsce. Przed ostatnią kolejką sezonu klub zachowuje jedynie matematyczne szanse na grę w Lidze Europy. Tak słabe wyniki sprawiły, że nadchodzący dyrektor sportowy, Grégory Lorenzi, nie zamierza kontynuować współpracy z obecnym trenerem. Lorenzi przejmie stery latem i zgodnie z ustaleniami dziennikarzy sam wybierze nowego szkoleniowca, który ma wyciągnąć drużynę z kryzysu.
Atmosfera wokół klubu jest gęsta, a poczucie zmarnowanego potencjału dominuje w kuluarach. Beye nie zdołał ustabilizować formy zawodników, co doprowadziło do utraty dystansu do ligowej czołówki. Decyzja o zmianie na ławce trenerskiej jest naturalnym krokiem w procesie przebudowy pionu sportowego. Lorenzi chce zacząć pracę z czystą kartą i człowiekiem, który zagwarantuje realizację ambitnych planów w przyszłym sezonie Ligue 1.
