Marka Nike zaprezentowała w tym tygodniu nowe stroje reprezentacji Polski i po raz kolejny wywołała falę rozczarowania wśród kibiców. Kontrakt amerykańskiej firmy z kadrą wygasa jeszcze w tym roku, a w wyścigu o nową umowę pojawił się nieoczekiwany gracz.
Nowe koszulki Nike dla polskiej kadry narodowej kibice przyjęli chłodno. Pretensje są podobne jak przy poprzednich prezentacjach — standardowy krój, kosmetyczne różnice względem poprzedniej kolekcji, nic, co mogłoby wzbudzić entuzjazm. Do rozczarowania estetycznego doszły ceny: za podstawową koszulkę, niemającą nawet statusu meczowej, trzeba zapłacić niemal 500 złotych, natomiast za autentyczny trykot taki, w jakim na boisku pojawiają się zawodnicy, cena sięga blisko 800 złotych.
Kontrakt Nike z Polskim Związkiem Piłki Nożnej obowiązuje tylko do końca bieżącego roku, co oznacza, że trwa już walka o jego następcę. Tomasz Smokowski w Kanale Sportowym powiedział wprost:
„Niekoniecznie Adidas jest jedynym kandydatem do wygrania nowego konkursu na koszulki reprezentacji Polski. Kandydatów jest trzech, a jednym z nich polska firma Keeza".
Keeza to marka działająca na polskim rynku od blisko dekady, która zdążyła wyrobić sobie pozycję nie tylko wśród amatorów, ale i w strukturach PZPN — jej produkty znalazły uznanie zarówno w samym związku, jak i w regionalnych okręgach piłkarskich w całym kraju.
Firma ubiera m.in. pierwszą drużynę Stomilu Olsztyn i była partnerem takich wydarzeń jak wielotysięczny turniej Sokoliki Cup z finałem na Stadionie Legii Warszawa czy Turniej im. Kazimierza Deyny z udziałem szesnastu reprezentacji wojewódzkich.
