Craig Tiley odchodzi z Tennis Australia i obejmie stanowisko dyrektora generalnego United States Tennis Association. Oficjalne ogłoszenie decyzji kończy spekulacje trwające od tegorocznego Australian Open.
Pożegnanie Tileya to potężny cios dla australijskiego tenisa. Funkcję dyrektora turnieju Australian Open sprawował od 2006 roku, a od 2013 roku zarządzał całą federacją jako jej szef. Jego przygoda z tamtejszym związkiem trwała ponad dwie dekady, licząc od momentu objęcia stanowiska dyrektora ds. rozwoju zawodników w 2005 roku. Teraz wraca do Stanów Zjednoczonych, gdzie w latach 1993–2005 prowadził uniwersytecką drużynę Illinois. Nowe obowiązki w USTA przejmie jeszcze w 2026 roku, co potwierdziły już obie strony.
Amerykanie wiążą z tym ruchem ogromne nadzieje. Brian Vahaly, przewodniczący USTA, podkreśla, że Tiley ma pomóc w osiągnięciu ambitnego celu, jakim jest przyciągnięcie 35 milionów graczy do 2035 roku. Federacja chce wykorzystać sukcesy US Open jako platformę do dalszego wzrostu popularności dyscypliny. Sam Tiley nie kryje ekscytacji powrotem do amerykańskiego środowiska. Zamierza skupić się na innowacjach i cyfrowym dotarciu do miliardów fanów na całym świecie, budując zasięg sportu, który uważa za magiczny i łączący kultury.
Podczas ostatniego turnieju w Melbourne Tiley unikał komentarzy na temat swojej przyszłości, nie chcąc odciągać uwagi od rywalizacji sportowców. Twierdził wtedy, że spekulacje o jego odejściu nie są nowym zjawiskiem i pojawiały się już wcześniej. Ostatecznie zdecydował się jednak na zmianę otoczenia po rekordowo udanej edycji Australian Open. Jego doświadczenie w zarządzaniu globalnym ekosystemem tenisowym ma być kluczowe dla kolejnego rozdziału w historii amerykańskiego tenisa, który notuje obecnie sześcioletni okres nieprzerwanego wzrostu liczby aktywnych graczy.
