Barcelona oficjalnie ogłosiła wyniki wyborów prezydenckich, które wyłoniły lidera klubu na najbliższe lata. Joan Laporta wyrasta na absolutnego zwycięzcę niedzielnego głosowania, otrzymując czwarty mandat w swojej karierze. Jak donoszą media, 63-latek utrzyma stery w stolicy Katalonii aż do 2031 roku.
Głosowanie odbyło się równolegle do ligowego starcia z Sevillą, które Barcelona wygrała 5:2 na Spotify Camp Nou. Laporta zdominował rywalizację, zdobywając 68 procent głosów przy przeliczeniu trzech czwartych kart. Jego główny rywal, Victor Font, uznał porażkę tuż po godzinie 23:00, kiedy stało się jasne, że nie zdoła odrobić gigantycznej straty do urzędującego prezydenta. Font pogratulował zwycięzcy, choć nie krył smutku z powodu przegranej wizji reformy klubu.
Przyszłość Hansiego Flicka wyjaśniona
Reelekcja Laporty ma fundamentalne znaczenie dla stabilizacji szatni i przyszłości Hansiego Flicka. Niemiecki szkoleniowiec, który poprowadził zespół do efektownego zwycięstwa nad Sevillą, osobiście udał się do urn wyborczych. Wcześniejsze doniesienia sugerowały, że trener rozważał odejście z Barcelony w przypadku wygranej Victora Fonta. Teraz, gdy Laporta zabezpieczył swoją pozycję, kibice mogą odetchnąć z ulgą, ponieważ Flick ma zamiar wypełnić swój kontrakt w katalońskim klubie.
Victor Font w rozmowie z mediami podkreślił, że mimo porażki zamierza dalej walczyć o swoją wizję Barcelony. Przyznał, że marzył o przybliżeniu klubu do ludzi, ale akceptuje demokratyczny werdykt socios. Laporta natomiast rozpoczyna świętowanie sukcesu, który gwarantuje mu władzę przez kolejnych pięć lat. Kolejne dni przyniosą szczegółowe informacje o planach nowo wybranego zarządu oraz o tym, jak ta decyzja wpłynie na długofalową strategię sportową liderów LaLiga.
