WTA Tour zyskało nową supergwiazdę, która może na stałe zmienić układ sił w kobiecym tenisie. Alex Eala wyrasta na postać formatu Michaela Jordana, przejmując pozycję, którą przez lata zajmowała Emma Raducanu. Brytyjka, mimo triumfu w US Open 2021, zmaga się z brakiem stabilizacji.
Kariera Emmy Raducanu po historycznym sukcesie w Nowym Jorku wyhamowała przez liczne kontuzje i choroby. Choć tenisistka wciąż utrzymuje się w pierwszej trzydziestce rankingu WTA i podpisała lukratywny kontrakt z marką Uniqlo, część jej partnerów komercyjnych zaczęła się wycofywać. Eksperci coraz głośniej sugerują, że jej jedyny wielkoszlemowy tytuł pozostanie największym osiągnięciem w karierze, podczas gdy na horyzoncie pojawiają się zawodniczki gotowe wypełnić powstałą po niej lukę.
Pogromczyni Igi Świątek podbija korty
Największym zagrożeniem dla dotychczasowego porządku jest Alex Eala. Filipinka dokonała przełomu rok temu, docierając do półfinału turnieju w Miami, gdzie po drodze pokonała Igę Świątek. Od tego momentu jej popularność gwałtownie rośnie, a mecze z jej udziałem przypominają koncerty Taylor Swift. Kibice reagują na jej obecność euforycznie, co potwierdziły turnieje w Dubaju oraz Indian Wells, gdzie Eala wygrała z Coco Gauff po kreczu Amerykanki.
20-latka trenuje w akademii Rafaela Nadala i zdaniem komentatorów dysponuje potężnym uderzeniem, które pozwala jej realnie myśleć o wejściu do czołowej dwudziestki rankingu. W przeciwieństwie do nagłego skoku Raducanu, Eala buduje swoją pozycję w sposób bardziej zrównoważony. Mimo ogromnej presji i oczekiwań w swojej ojczyźnie, tenisistka zachowuje spokój i elegancję, co przyciąga kolejnych sponsorów i buduje lojalną bazę fanów na całym świecie.
