Matias Almeyda nie jest już trenerem Sevilli. Argentyńczyk stracił pracę po zaledwie 32 meczach, a gwoździem do trumny okazała się sobotnia porażka 0:2 z Valencią. Zarząd klubu oficjalnie potwierdził dymisję w poniedziałkowym komunikacie.
Bilans Almeydy w stolicy Andaluzji jest brutalny. Drużyna pod jego wodzą wygrała tylko 10 spotkań, notując przy tym aż 15 porażek. Największym problemem okazała się dziurawa obrona, która w La Liga straciła 49 bramek. To najgorszy wynik w całej lidze, którego nie zdołała przypudrować nawet przyzwoita skuteczność w ataku. Sevilla zajmuje obecnie 15. miejsce w tabeli i ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową, co wywołało panikę wśród działaczy.
Walka o przetrwanie i giełda nazwisk
Sytuacja jest krytyczna, bo do końca sezonu zostało tylko dziewięć kolejek, a zespół wygrał zaledwie jeden z ostatnich ośmiu meczów. Almeyda i tak nie mógł prowadzić drużyny z ławki przez zawieszenie, a jego obowiązki przejął asystent Javi Martinez. Teraz klub szuka ratownika, który zagwarantuje utrzymanie. Głównym kandydatem jest Luis Garcia Plaza, znany z wyprowadzania zespołów z kryzysu. W grze pozostają też Manolo Jimenez oraz Joaquin Caparros.
Ewentualny spadek Sevilli byłby katastrofą, szczególnie w obliczu trwającej próby przejęcia klubu przez grupę inwestycyjną, której liderem jest Sergio Ramos. Nowy szkoleniowiec musi natychmiast opanować chaos w defensywie i zapewnić punkty dające ligowy byt. Zarząd liczy na efekt nowej miotły, który w przeszłości wielokrotnie ratował zespół w końcowych fazach rozgrywek. Czasu na eksperymenty już nie ma, bo Mallorca depcze andaluzyjskiej ekipie po piętach.
