Portugalia rozpoczęła Mistrzostwa Świata 2026 od ogromnych problemów w starciu z reprezentacją DR Konga. Roberto Martinez ponownie znalazł się w ogniu krytyki, a eksperci i fani zarzucają mu marnowanie potencjału kolejnego wybitnego pokolenia piłkarzy. Choć turniej dopiero się zaczął, atmosfera wokół kadry jest gęsta, a głosy o zwolnieniu selekcjonera przybierają na sile.
Największym wyzwaniem dla Martineza wydaje się obecnie status Cristiano Ronaldo. Choć trudno przyznać, że kapitan nie jest już tym samym zawodnikiem co w czasach świetności, odważna decyzja o zmianie roli lidera może być kluczowa dla losów Portugalii. Trener musi wybierać między lojalnością wobec legendy a efektywnością zespołu, który dysponuje ogromnym talentem, ale zawodzi w kluczowych momentach na boisku.
Duchy przeszłości i zmarnowana szansa Belgów
Krytycy Martineza często przywołują jego pracę z Belgią, gdzie dysponował takimi gwiazdami jak Eden Hazard, Kevin De Bruyne czy Thibaut Courtois. Choć wielu obarcza go winą za klęskę na Euro 2016, w rzeczywistości selekcjonerem był wtedy Marc Wilmots. Martinez poprowadził Belgię do trzeciego miejsca na mundialu w 2018 roku, co uznano za sukces, jednak kolejne turnieje w 2021 i 2022 roku zakończyły się bolesnymi rozczarowaniami.
Podczas gdy mundial w Rosji był szczytem możliwości tamtej grupy, turniej w Katarze okazał się katastrofą. Martinez postawił na starzejących się liderów, co poskutkowało odpadnięciem już w fazie grupowej. Teraz historia zdaje się powtarzać w barwach Portugalii. Selekcjonerzy są oceniani surowiej niż piłkarze i Martinez ryzykuje, że po raz kolejny opuści stanowisko w roli głównego winowajcy narodowej porażki.
