Christos Tzolis wyrasta na jednego z głównych bohaterów nadchodzącego okna transferowego, budząc zainteresowanie Arsenalu, Manchesteru United oraz Manchesteru City. Jak donoszą media, grecki skrzydłowy ma za sobą rewelacyjny sezon w barwach Club Brugge, który przypieczętował zdobyciem mistrzostwa Belgii. Po decydującym remisie 2:2 z KV Mechelen zawodnik musiał zmierzyć się z konkretnymi pytaniami o swoją przyszłość w Premier League.
Podczas rozmowy z DAZN Belgium menedżer Stijn Stijnen wprost zapytał 24-latka o wybór między trzema angielskimi potęgami. Tzolis zachowuje jednak spokój i nie wyklucza żadnego scenariusza, w tym pozostania w Belgii. Piłkarz podkreśla, że decyzja nie należy wyłącznie do niego, a kluczowe znaczenie ma projekt sportowy, a nie tylko prestiżowa nazwa potencjalnego pracodawcy. Grek zaznacza, że ma ważny kontrakt do 2029 roku i szanuje swój obecny klub.
Walka o podpis greckiego skrzydłowego
Manchester United nawiązał już kontakt w sprawie zawodnika, który w 51 występach w tym sezonie zanotował 21 goli i 28 asyst. Czerwone Diabły szukają wzmocnień w ataku, szczególnie w obliczu możliwych odejść Marcusa Rashforda czy Jadona Sancho. Z kolei Arsenal widzi w nim następcę dla Gabriela Martinelliego lub Leandro Trossarda. Manchester City również monitoruje sytuację, choć w składzie ma już Jeremy'ego Doku oraz Savinho na lewej stronie boiska.
Club Brugge ma pełną kontrolę nad sytuacją transferową swojego lidera i oczekuje za niego kwoty przekraczającej 36 milionów euro. Tzolis jasno deklaruje, że teraz nadszedł czas na świętowanie tytułu i zasłużone wakacje, a rozmowy o przyszłości zejdą na dalszy plan. Ostateczne słowo będzie należało do władz belgijskiego klubu, które są otwarte na negocjacje, jeśli pojawi się oferta spełniająca ich wysokie wymagania finansowe.
