Wisła Kraków może jeszcze dokonać dwóch transferów, ale Jarosław Królewski wyraźnie studzi oczekiwania kibiców.
Przed pierwszym sezonem po powrocie do PKO BP Ekstraklasy Biała Gwiazda dokonała kilku wzmocnień. Do zespołu dołączyli między innymi Jérémy Guillemenot, Marcel Łubik, Maxence Maisonneuve oraz Élie Youan.
Od dłuższego czasu mówiło się jednak, że na tym działania krakowskiego klubu się nie zakończą. Wisła miała planować jeszcze dwa ruchy, czego nie ukrywał również prezes Jarosław Królewski.
Teraz sytuacja nie jest już tak oczywista. W klubie coraz poważniej rozważany jest scenariusz, w którym kadra nie zostanie dodatkowo wzmocniona. Sztab i zarząd pozytywnie oceniają obecny skład, a podczas treningów drużyna ma prezentować się na tyle dobrze, że sprowadzanie kolejnych zawodników przestało być koniecznością.
– Zobaczymy, czy będziemy jeszcze robić transfery. Mamy zespół, który też widać po treningach, że bardzo ciekawie wygląda. Dla nas konfiguracja zespołu jest ważniejsza niż ściągnięcie zawodników, którzy mogliby to zaburzyć – powiedział Królewski.
Słowa prezesa oznaczają, że Wisła nie zamyka się na kolejne ruchy, ale nie zamierza przeprowadzać ich za wszelką cenę. Kluczowe ma być zachowanie odpowiednich proporcji w drużynie i uniknięcie sytuacji, w której nowi gracze mogliby negatywnie wpłynąć na jej funkcjonowanie.
Optymizm w klubie wzrósł także po zwycięskiej inauguracji sezonu 2026/2027. Królewski był zadowolony z postawy zespołu, choć jednocześnie przestrzegł przed zbyt daleko idącymi wnioskami.
– Jestem zadowolony, natomiast to jest początek sezonu. Można trafić z formą, a potem może być różnie. Podejdźmy do tego bardzo spokojnie – zaznaczył.
Na razie nie można więc przesądzić, że przy Reymonta nie pojawią się już nowi zawodnicy. Z wypowiedzi Królewskiego jasno wynika jednak, że dwa kolejne transfery nie są już traktowane jako obowiązkowy element letnich działań klubu. Dla kibiców liczących na dalsze wzmocnienia może to być rozczarowujący sygnał.

