Heracles Almelo oficjalnie żegna się z holenderską elitą. Porażka z FC Volendam przypieczętowała matematyczną degradację zespołu, który jeszcze trzy sezony temu świętował mistrzostwo drugiej ligi. Jak donoszą media, ten scenariusz był nieunikniony od tygodni.
Klub z Almelo przechodzi przez prawdziwy koszmar, a głównym winowajcą wydaje się być polityka kadrowa zarządu. Sezon rozpoczął Bas Sibum, ale jego bilans był tragiczny. W dziesięciu meczach poniósł aż dziewięć porażek i odniósł tylko jedno zwycięstwo. Choć tymczasowy trener Hendrie Krüzen, były asystent w Borussii Dortmund i Bayerze Leverkusen, zdołał na moment uspokoić sytuację i zanotować serię czterech meczów bez przegranej, władze zdecydowały się na kolejny ryzykowny krok.
Eksperci grzmią po decyzjach zarządu
Postawienie na Ernesta Fabera w podwójnej roli trenera i dyrektora sportowego okazało się katastrofą. Pod jego wodzą drużyna wygrała zaledwie dwa spotkania, notując przy tym czternaście porażek. Kenneth Perez wprost nazywa ten spadek wielką porażką i poddaje w wątpliwość, czy Faber powinien w ogóle obejmować funkcję dyrektora sportowego po tak fatalnych wynikach na ławce trenerskiej. Brak zaufania do jego wizji budowy składu narasta z każdą godziną.
Statystyki Heraclesa są porażające i nie pozostawiają złudzeń co do poziomu sportowego ekipy. Zespół stracił aż 79 goli w 31 meczach, co jest najgorszym wynikiem w całej lidze. Sytuację pogorszyło zimowe odejście Jizz Hornkampa, które odebrało drużynie argumenty w ataku. Po dwóch sezonach kończonych na 14. miejscu, klub osunął się na samo dno tabeli. Przyszłość Fabera w Almelo stoi pod dużym znakiem zapytania, a kibice czekają na radykalne zmiany.
