Julián Álvarez otrzymał od Atlético Madryt prywatną, pisemną zgodę na negocjacje z Barceloną, co stoi w jawnej sprzeczności z publicznymi deklaracjami klubu z Metropolitano. Dziennikarz Jordi Jota z El Chiringuito TV twierdzi, że osobiście widział ten dokument, co stawia władze madryckiego zespołu w wyjątkowo trudnym położeniu.
Przez całe lato Atlético utrzymywało, że Argentyńczyk nie jest na sprzedaż do bezpośredniego rywala w LaLiga, jednak ujawnione informacje rzucają nowe światło na tę sprawę. Według Football España, zgoda dotyczyła wyłącznie możliwości prowadzenia rozmów, a nie ostatecznego transferu, co jest istotnym rozróżnieniem w kontekście napiętych relacji między klubami. Sytuację komplikuje fakt, że Barcelona miała zaoferować około 100 milionów euro, co według dziennika MARCA wciąż nie spełniało oczekiwań finansowych madrytczyków.
Kulisy negocjacji i odrzucona oferta Arsenalu
Wcześniej w tym oknie transferowym o sprowadzenie napastnika mocno zabiegał Arsenal, który szukał wzmocnień po niepowodzeniu w rozmowach z Viniciusem Júniorem. Julián Álvarez miał jednak przekazać menedżerowi Mikelowi Artecie, że nie jest zainteresowany przenosinami do Londynu, co praktycznie zamknęło ten temat przed końcem okna. Piłkarz, który w barwach Atlético zanotował 49 goli i 17 asyst w 107 występach, wyraźnie wskazuje Barcelonę jako swój wymarzony kierunek, mimo kontraktu obowiązującego aż do 2030 roku.
Jordi Jota zapowiedział, że zamierza udowodnić istnienie dokumentu już 2 września, co może wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi w hiszpańskim futbolu. Jeśli pismo rzeczywiście istnieje, podważy ono narrację Atlético o rzekomo nielegalnych kontaktach Barcelony z zawodnikiem, o które wcześniej toczył się spór przed organami dyscyplinarnymi RFEF. Na ten moment Álvarez wrócił do treningów z zespołem Diego Simeone po krótkiej przerwie spowodowanej chorobą, ale atmosfera wokół jego przyszłości pozostaje niezwykle gęsta.
