Sobotnie starcie z Radomiakiem Radom miało dla Zagłębia Lubin ciężar gatunkowy znacznie większy niż tylko walka o ligowe punkty. Po serii trzech dotkliwych porażek, zespół stanął przed egzaminem z dojrzałości, który – jak pokazują pomeczowe komentarze – został zdany przede wszystkim w sferze mentalnej.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z obozu „Miedziowych” jest sposób, w jaki drużyna zarządzała kryzysem. Michał Nalepa, jeden z liderów formacji defensywnej, wprost wskazuje na to, że kluczem do sukcesu nie były wyłącznie umiejętności czysto piłkarskie, ale przede wszystkim odporność psychiczna.
„Cieszymy się przede wszystkim z tego, że po trzech porażkach zdołaliśmy zwyciężyć, bo to pokazuje jakość i charakter w naszej grupie. W tych trudnych momentach kluczowe jest zachowanie pewności siebie” – podkreślił obrońca lubinian.
Analizując przebieg meczu, widać wyraźnie, że gospodarze wyciągnęli wnioski z poprzednich wpadek. Plan na to spotkanie był nakreślony bardzo odważnie i, co istotne, udało się go zrealizować niemal w stu procentach. Lubinianie odcięli gości od atutów, zmuszając ich do szukania szans jedynie w dośrodkowaniach, co przy dobrze dysponowanej defensywie nie stanowiło większego zagrożenia.
„Planem było zdecydowane i mocne otwarcie meczu. Czasami boisko weryfikuje założenia, ale tym razem wszystko toczyło się po naszej myśli. Zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, a w drugiej potrafiliśmy to utrzymać” – ocenił Nalepa.
Nawet niespodziewane przerwy w grze nie były w stanie wybić gospodarzy z uderzenia. Zamiast dekoncentracji, zespół wykorzystał ten czas na dodatkową komunikację.
„Mieliśmy wtedy chwilę na omówienie spraw taktycznych i doszlifowanie szczegółów, więc ta przerwa na pewno nam nie przeszkodziła” – przyznał zawodnik Zagłębia.
Choć wynik 1:0 pozwolił na przełamanie czarnej serii, w grze „Miedziowych” wciąż widać rezerwy, szczególnie w fazie finalizacji akcji. Sam Nalepa mógł wpisać się na listę strzelców, co uspokoiłoby końcówkę meczu, w której Radomiak desperacko szukał wyrównania.
„Sytuacja była niezła, ale powinienem uderzyć nieco lepiej, bardziej po długim słupku i odrobinę niżej. Niestety nie wpadło do siatki” – podsumował samokrytycznie defensor.
Teraz ekipa Zagłębia stoi przed jeszcze trudniejszym wyzwaniem – postawić się Legii, która jest na fali wznoszącej. Ekipa Marka Papszuna zagra z podopiecznymi Leszka Ojrzyńskiego u siebie, co z pewnością będzie dla niej dodatkowym handicapem.
