Marsylia wyrasta na jednego z głównych faworytów w wyścigu o podpis Amissaha, ale to sytuacja w Lens elektryzuje całą Francję. Pierre Sage, architekt historycznego triumfu w Coupe de France i awansu do Ligi Mistrzów, bije się z myślami. Choć jeszcze w niedzielę deklarował pozostanie w klubie, poniedziałkowe wyznanie o otrzymaniu „dużej oferty” wywołało prawdziwe trzęsienie ziemi w zespole wicemistrza kraju.
Sytuacja jest o tyle paradoksalna, że Sage ma przed sobą debiut w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Europy. Mimo to 47-letni szkoleniowiec otwarcie mówi o kontaktach z innymi klubami. Francuski system licencjonowania trenerów sprawia, że okno możliwości dla tamtejszych fachowców jest wyjątkowo krótkie. Sage, który pracę w elicie zaczął dopiero w 2023 roku, czuje presję czasu i chce wykorzystać moment, w którym jego akcje stoją najwyżej.
Koniec mocarstwowych planów i transferowa rewolucja
Dyrektor sportowy Jean-Louis Leca postawił sprawę jasno: Lens nie wróci do wydawania 30 mln euro na jednego piłkarza, co miało miejsce przy transferze Elye Wahiego. Klub stawia na skauting i graczy za kilka milionów euro, jak Kevin Danso czy Facundo Medina. Sage obawia się, że bez wielkich inwestycji nie powtórzy tegorocznego wyniku. Publicznie przyznał, że nie chce rozczarować kibiców, co sugeruje chęć odejścia w blasku chwały zamiast ryzykowania bolesnego upadku.
Kadra zespołu już teraz zaczyna się sypać. Kapitan Adrien Thomasson jest blisko przenosin do Stade Rennais, a kontrakty Allana Saint-Maximina i Malanga Sarra wygasają. Gwiazdy takie jak Mamadou Sangaré mogą odejść za 50 mln euro do Premier League. Sage, łączony przez media z Crystal Palace, marzy o pracy w Liverpoolu. Na razie ma na stole jedną konkretną ofertę, która może sprawić, że przygoda Lens z Ligą Mistrzów rozpocznie się bez jej głównego twórcy.
