Helmut Marko dołączył do grona krytyków nowych regulacji Formuły 1. Były doradca Red Bulla wskazuje na poważne błędy w założeniach, które wpływają na widowisko i bezpieczeństwo zawodników. Jego zdaniem obecny kierunek rozwoju sportu budzi uzasadniony opór w padoku.
Głównym problemem jest podział mocy między silnik spalinowy a elektryczny w stosunku 50:50. Marko twierdzi, że takie rozwiązanie dobrze wygląda tylko na papierze. W rzeczywistości zmusza kierowców do ciągłego oszczędzania energii i odpuszczania gazu na prostych. Powoduje to sytuacje, w których bolidy poruszają się z drastycznie różnymi prędkościami, co pokazał groźny incydent z udziałem Olivera Bearmana i Franco Colapinto podczas Grand Prix Japonii.
Kryzys tożsamości królowej motorsportu
Marko zgadza się z opinią Lewisa Hamiltona, że o wynikach w 2026 roku może decydować zarządzanie baterią, a nie umiejętności czysto wyścigowe. Austriak podkreśla, że wyprzedzanie naładowanym bolidem auta z pustą baterią jest sztuczne i mija się z ideą F1. Taka charakterystyka jazdy irytuje Maxa Verstappena, który otwarcie rozważa swoją przyszłość w sporcie. Kolejne kluczowe decyzje w sprawie ewentualnych korekt przepisów zapadną podczas spotkań zaplanowanych na 15, 16 i 20 kwietnia.
Regulacje powstawały w czasie, gdy elektryfikacja wydawała się jedyną drogą dla motoryzacji. Od tego czasu sytuacja uległa zmianie, a silniki spalinowe zasilane paliwem wolnym od CO2 odzyskały znaczenie. Marko liczy, że nadchodzące zmiany w oprogramowaniu pozwolą wyeliminować największe mankamenty obecnego systemu, zanim Formuła 1 na dobre straci swój tradycyjny charakter na rzecz inżynieryjnego programowania.
