Lewis Hamilton zapewnił Ferrari pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026 podczas Grand Prix Barcelony. Choć kluczowym momentem wyścigu wydawał się wirtualny samochód bezpieczeństwa po awarii Fernando Alonso, szef stajni z Maranello nie ma wątpliwości, że wynik byłby identyczny bez tego zdarzenia. Brytyjczyk narzucił tempo, któremu Mercedes nie był w stanie sprostać.
Strategia trzech postojów okazała się strzałem w dziesiątkę. Hamilton już na oponach średnich zaczął błyskawicznie niwelować stratę do George'a Russella, odrabiając ponad sekundę na każdym okrążeniu. Gdy rywale z Mercedesa zjechali na drugą wymianę, siedmiokrotny mistrz świata zyskał 16 sekund przewagi. Nawet gdyby musiał wyprzedzać rywali na torze, jego przewaga technologiczna i szybkość na świeżym ogumieniu dawały mu ogromny komfort.
Vasseur i Wolff są zgodni co do formy mistrza
Frédéric Vasseur ucina wszelkie spekulacje dotyczące rzekomego uśmiechu losu. „Wygralibyśmy ten wyścig, być może z nieco mniejszą przewagą. Byliśmy w bardzo dobrej sytuacji z nowym zestawem opon na tym etapie” – przyznał szef Ferrari. Jego słowa potwierdzają, że włoski zespół w pełni kontrolował sytuację w Hiszpanii, a Hamilton czuł się w nowym bolidzie wyjątkowo pewnie, co pozwoliło mu na agresywną i skuteczną jazdę od samego początku rywalizacji.
Nawet Toto Wolff, szef Mercedesa, musiał uznać wyższość swojego byłego kierowcy. Przyznał on, że Hamilton był najszybszym zawodnikiem na torze i utrzymanie go za plecami byłoby niezwykle trudne. „Lewis był z nas wszystkich najszybszy. Nawet gdybyśmy wyjechali przed nim, bardzo ciężko byłoby go utrzymać z tyłu” – stwierdził Wolff. Austriak zauważył również, że walka między Russellem a Andreą Kimi Antonellim tylko ułatwiła zadanie Ferrari, co wymusi wewnętrzne zmiany w Mercedesie.
