Atmosfera w garażu Ferrari przed Grand Prix Wielkiej Brytanii jest daleka od optymizmu. Choć po sukcesach w Barcelonie wydawało się, że włoska stajnia na dobre włączyła się do walki o tytuł, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te nadzieje. Lewis Hamilton wprost przyznaje, że jego obecny zespół traci do Mercedesa ogromną ilość czasu, a nadchodzące wyścigi na szybkich torach mogą obnażyć wszystkie słabości konstrukcji z Maranello.
Głównym problemem Ferrari jest deficyt mocy silnika oraz kłopoty z zarządzaniem energią, co na torach takich jak Silverstone czy Spa-Francorchamps ma kluczowe znaczenie. Hamilton ujawnił, że na prostych strata wynosi około czterech dziesiątych sekundy, co jest niemal niemożliwe do odrobienia w zakrętach. Brytyjczyk wskazuje, że specyfika domowego toru, gdzie brakuje miejsc do ładowania baterii, drastycznie pogorszy sytuację zespołu.
Krytyczna sytuacja z bateriami i mocą silnika
Siedmiokrotny mistrz świata zdradził, że temat wydajności jednostek napędowych zdominował rozmowy na wewnętrznym czacie kierowców. „Wszyscy rozmawiamy o tym, jak słaba będzie moc na tym torze. Kończy nam się energia w akumulatorach. Jest tylko kilka zakrętów, w których można doładować silnik, więc system MGU-K będzie wyłączony przez dużą część okrążenia. To tam ucierpimy najbardziej. Strata może być dwa razy większa” – przyznał szczerze Hamilton przed niedzielnym startem.
Charles Leclerc podziela te obawy, wspominając fatalne tempo wyścigowe z Austrii. Mimo że zespół zidentyfikował przyczyny problemów, Monakijczyk spodziewa się wyjątkowo trudnej przeprawy w najbliższych tygodniach. Ferrari liczy na przełamanie dopiero na Węgrzech, gdzie krótki i techniczny tor Hungaroring powinien zniwelować przewagę Mercedesa w mocy maksymalnej. Do tego czasu stajnia musi skupić się na minimalizowaniu strat w klasyfikacji generalnej, gdzie Kimi Antonelli zbudował już solidną przewagę.
